Epidemia kładzie los gospodarki na szali

Epidemia koronawirusa wpływa na dynamikę zarówno wzrostu chińskiego, jak i globalnego.  Skutki odczuwa turystyka, transport, handel i gastronomia. Widać to m.in. po tym, że globalne firmy ograniczają działalność w Chinach, linie lotnicze odwołują loty, a państwa ewakuują swoich obywateli. Najgorszy scenariusz przedstawia spiralę strachu, powodującą spowolnienie tak duże, że przemieni się w globalny kryzys.

Strach przed zarażeniem sprawia, że konsumenci rezygnują z podróży do Państwa Środka i przestają korzystać z usług oferowanych przez Chiny. Władze decydują się na dodatkowe ograniczenia w handlu i przedłużenie zamknięcia urzędów.

14 miast i prowincji zapowiada, że utrudnienia potrwają jeszcze co najmniej tydzień, a według agencji Bloomberg odpowiadają one za 69 proc. chińskiego PKB. Spowolnienie tej ogromnej gospodarki (która i tak rozwija się na stosunkowo niskim poziomie ok. 6%) odbije się na innych krajach. Najdotkliwiej skutki epidemii odczują marki, które mają w tym rejonie swoje fabryki. Jedne bowiem nie produkują, inne nie eksportują, a ich powiązania z globalnymi gigantami mogą – według agencji Moody’s – spowodować szereg zdarzeń, prowadzących do globalnej recesji. Szacunki pokazują, że spadek wzrostu PKB Chin na skutek koronawirusa może wynieść w pierwszych trzech miesiącach roku nawet  1-2 proc.

Indeksy tąpnęły, juan osłabił się

Panika wokół epidemii przyczyniła się m.in. do spadków na chińskiej giełdzie – zamknięcie parkietu na przerwę świąteczną zostało przedłużone, a na otwarciu indeks Shanghai Composite spadł o niemal 9 procent. Tracą też surowce – popyt na ropę w Chinach spadł o ok. 20 proc., czyli najwięcej od czasu globalnego kryzysu. – Związany z epidemią koronawirusa spadek cen ropy sugeruje, że zmiany cen paliw mogą wkrótce zacząć działać na inflację chłodząco – ocenia główny ekonomista TMS Brokers Konrad Białas.

Rząd Chin ogłosił cały szereg środków stymulujących, a Ludowy Bank Chin wstrzyknął w rynek 1,2 bln CNY poprzez obniżenie o 10 pb stawek pożyczkowych. – To raczej okaże się niewystarczające, by zapobiec silnemu spowolnieniu ożywienia w I kw. i władze będą musiały zrobić więcej, ale na razie to pokazuje, że rynki nie będą pozostawione same sobie – ocenia Białas.

Mimo wspierania gospodarki przez centralny bank Chin, to wolniejsze zużycie surowców może powodować negatywny wpływ na ceny. Zwłaszcza, że wrażliwość inwestorów pozostaje wysoka, zarówno na złe, jak i dobre informacje.

Na uspokojenie nastrojów nie wpływa fakt, że liczba zakażonych wzrosła do ponad 17 tys., z przypadkami chorych odnotowanych w ponad 20 krajach. Jeszcze nie przekroczyliśmy szczytu rozprzestrzeniania się wirusa, więc niewykluczone są kolejne szokujące informacje.

– Dalej łatwo jest o rozpalenie awersji do ryzyka, ale też inwestorzy chcą wierzyć, że znajdzie się „lekarstwo”, które uratuje perspektywy wzrostu gospodarczego, a razem z nim hossę. W piątek takiego remedium szukano w Fed, gdyż rynek podbił oczekiwania na cięcia stóp proc. do 50 pb do końca tego roku. Potwierdza to ryzyko, jakie przypisywaliśmy USD, ponieważ Fed ma przestrzeń do luzowania polityki, w obliczu silnej awersji do ryzyka będzie to osłabiać status dolara jako bezpiecznej przystani. JPY i CHF nie mają tego problemu – ocenia ekonomista.

Spadki na giełdach

Amerykańska giełda jeszcze tydzień temu znajdowała się na historycznych szczytach, a w czasie jednej sesji odnotowała silne spadki. Notowania indeksu SP500 zeszły z okolic 3337 pkt. o ponad 3 proc. Co prawda nie oznacza to od razu początku rynku niedźwiedzi, ale niepokój jest widoczny wśród inwestorów.

Czy epidemia stanie się zapalnikiem do zmiany 10-letniego trendu? Zdaniem eksperta ds. rynku OTC Łukasza Zembika – taki scenariusz jest „mało prawdopodobny”.

Kontrakt CFD na SP500 wykonał jedynie korektę, co jest naturalne po tak silnych wzrostach. Kurs przełamał średnioterminową linię trendu wzrostowego, co może przemawiać za scenariuszem nieco głębszych spadków od tych, które obserwowaliśmy na początku grudnia 2019 roku oraz stycznia b.r. Obecne zniżki są jak na razie niewielkich rozmiarów, szczególnie kiedy porównamy je do tych z wakacji ubiegłego roku albo do załamania w końcówce 2018 r.  Dlatego nadal większe jest prawdopodobieństwo tego, że silny trend wzrostowy zostanie utrzymany.

– Nie zapominajmy jednak, że ryzyko negatywnych informacji z Chin na temat umieralności i zachorowań nadal  w pewien sposób będzie ograniczać dalsze wzrosty. Dopiero pozytywne informacje mogą skłonić inwestorów do powrotu do ryzykownych aktywów – ostrzega Zembik. Dodajmy do tego, że inne benchmarki amerykańskiej giełdy, takie jak indeks Dow Jones Industrial czy Nasdaq 100 zachowują się podobnie, a na wykresach cenowych tych walorów możemy doszukać się podobnych zależności.

Dołki w Azji

Giełdy azjatyckie również są w odwrocie. W od połowy stycznia Nikkei stracił ponad 3,4 proc a giełda tajska, reprezentowana przez indeks Taiex spadła o niespełna 6 proc. Parkiet chiński tąpnął dziś o 9 proc. po przerwie jaką mieliśmy w związku z obchodami Księżycowego Nowego Roku.

W takich warunkach na ścieżkę wzrostową wróciło złoto oraz waluty zaliczane do bezpiecznych (frank i jen). Złoto, które jeszcze 2 tyg. temu było najdroższe od 7 lat, nadal ma duży potencjał do wzrostów.

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.