Wall Street wyprowadziła Europejczyków w pole

W poniedziałek giełdy europejskie rozpoczęły sesję od bardzo umiarkowanych wzrostów indeksów. Pomagały pogłoski sugerujące zmniejszenie napięcia na linii USA – Chiny i rosnące szybko kontrakty na amerykańskie indeksy.

Po wielogodzinnym marazmie, po pobudce w USA, kiedy kontrakty na amerykańskie indeksy zyskiwały już półtora procent, indeksy europejskie ruszyły w dalszą drogę na północ. Przed rozpoczęciem sesji na Wall Street na rynku znowu jednak zagościło zwątpienie.

Początek sesji w USA dwuprocentowymi zwyżkami indeksów nie wywarł większego wpływu na Europejczyków. Za to osuwanie się indeksów po tym, doskonałym, początku tak wystraszyło graczy, że sesja zakończyła się ponad półprocentowymi zniżkami.

W USA rozpoczęliśmy tydzień od całkowicie pustego kalendarium. Tym bardziej uwaga graczy skupiona była na geopolityce. Oczywiste było to, że informacje o bliskim porozumieniu Chin z USA doprowadzą do wystrzału indeksów.

Podczas weekendu Steven Mnuchin, sekretarz skarbu USA, powiedział, że ma „ostrożną nadzieję” na osiągnięcie takiego porozumienia. W poniedziałek rano Wall Street Journal napisał, że rozpoczęły się negocjacje mające na celu ułatwienia dla importu przez Chiny produktów amerykańskich. To powinno było pomóc bykom.

Wall Street zachowała się tak jak można było oczekiwać, że się zachowa. Gracze amerykańscy (w odróżnieniu od europejskich) za dobrą monetę wzięli zapewnienia o toczących się rozmowach między Chinami i USA. Indeksy na początku sesji zyskały dwa procent i prawie natychmiast zaczęły się osuwać. Po 90 minutach znowu ruszyły na północ i zakończyły dzień potężnymi zwyżkami (S&P 500 zyskał 2,72%, a NASDAQ aż 3,26%). Na razie temat wojny handlowej został zepchnięty na plan dalszy.

GPW w poniedziałek rozpoczęła sesję podobnie jak rozpoczęły ją innego giełdy europejskie, czyli od wzrostu indeksów. Jednak przed południem wystarczyło delikatne osłabienie na indeksach tych innych giełd, żeby nasze indeksy natychmiast zabarwiły się na czerwono. Najmocniej ważył na indeksie WIG20 spadek ceny akcji KGHM.

Rynek wszedł prawie natychmiast w fazę marazmu i pozostawało jedynie czekać, że się z niej wyłamie, podobnie jak inne indeksy europejskie, przed rozpoczęciem sesji w USA. Zapowiadała się ono bowiem na bardzo „bycze” – kontrakty na amerykańskie indeksy szybko rosły.

Nie dziwiło więc to, że na godzinę przed rozpoczęciem sesji na Wall Street WIG20 ruszył na północ. Daleko nie dotarł – jedynie do poziomu neutralnego. Końcówka sesji była jednak bardzo słaba, bo w Europie wtedy indeksy już spadały. Przez to odbicie się nie udało. WIG20 stracił 0,73% i oczywiście nadal obowiązuje tutaj sygnał sprzedaży.

Dzisiaj rynki europejskie nie będą miały wyjścia. Potężne wzrosty indeksów na Wall Street i rosnące nadzieje na porozumienie na linii Chiny – USA muszą doprowadzić do solidnych zwyżek indeksów. Warszawa pójdzie za innymi rynkami. Musiałoby się stać coś nadzwyczajnego, żeby tak się nie stało.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.