Turcja na krawędzi kryzysu znalazła się na własne życzenie

foto: pixabay

Przy inflacji przekraczającej 15 proc. i spadku wartości liry wobec dolara wynoszącym niemal jedną czwartą od stycznia, o sytuacji gospodarczej Turcji coraz częściej mówi się w kontekście kryzysu walutowego. Taka sytuacja to wynik wielu lat zaniedbań i błędów w polityce gospodarczej.

Światowe rynki finansowe z uwagą śledziły posiedzenie Banku Centralnego Republiki Tureckiej 24 lica 2018 r. Było to pierwsze zebranie po przyspieszonych wyborach parlamentarnych i prezydenckich, po których zmienił się ustrój państwa i wprowadzono system dający duże uprawnienia głowie państwa. Spekulowano nawet, że pod wpływem prezydenta Erdoğana znajdzie się także polityka pieniężna, a sprawdzianem niezależności banku centralnego miało być właśnie lipcowe zebranie.

Choć rynki spodziewały się podwyżki stóp procentowych na poziomie 100-125 punktów bazowych, czyli kontynuacji zapoczątkowanych w maju działań, mających na celu zwalczanie inflacji i spadku wartości kursu walutowego, zdecydowano się pozostawić je na niezmienionym poziomie. Dla inwestorów był to jasny sygnał, że bank centralny nie jest do końca wiarygodny i jego zdolność do obrony waluty jest ograniczona. W ciągu kilku minut lira straciła do dolara prawie 4 proc wartości.

Dobre złego początki

Wątpliwości rynków finansowych w wiarygodność banku centralnego nie powstały z dnia na dzień. Obecna sytuacja jest skutkiem modelu rozwoju przyjętego przez Turcję w ostatnich latach i sposobu radzenia sobie z nim, w szczególności nieadekwatne reakcje na sytuację za oceanem.

Od samego początku rządów Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), czyli od 2001 r. Turcja rozwijała się w oparciu o zagraniczne pożyczki. Proces ten przybrał jeszcze na sile po kryzysie finansowym 2009 r. W Stanach Zjednoczonych rozpoczął się wówczas program luzowania ilościowego, charakteryzujący się łatwym dostępem do niskooprocentowanych pożyczek mających na celu wspomożenie gospodarki w okresie recesji. Z programu chętnie skorzystała także Turcja, ochoczo pożyczając tanie dolary i inwestując je u siebie.

Kredyty zagraniczne pozwoliły Turcji na dynamiczny, sięgający nawet 7 proc rocznie, rozwój gospodarki w pokryzysowych latach. Inaczej niż w krajach Unii Europejskiej, relatywnie niewielki udział we wzroście zagranicznego zadłużenia miał sektor publiczny, a relacja długu do PKB nadal pozostaje w Turcji na relatywnie niskim poziomie około 28 proc.

Znacznie zadłużał się natomiast sektor prywatny. Tureckie banki pożyczały za granicą tanie dolary, po czym udzielały, już w lirach, wyżej oprocentowanych kredytów lokalnym przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym, a także współfinansowały duże, rządowe inwestycje infrastrukturalne. Od początku 2009 r. zadłużenie zagraniczne sektora bankowego wzrosło o 140 proc. i wynosi obecnie 115 md dolarów.

Taka polityka pozwalała także na dynamiczny wzrost konsumpcji w społeczeństwie. Relacja pożyczek do depozytów w tureckich bankach wynosi 1,16, co oznacza, że lokalne oszczędności nie starczają na pokrycie akcji kredytowej. Ta luka jest wypełniana oszczędnościami zagranicznymi, pozostawiając Turkom pole do konsumpcji.

Lata narastającej nieufności

Model gospodarczy oparty na zagranicznych kredytach zaczął okazywać pierwsze słabości w 2013 r., kiedy w USA zaczęło się wygasanie programu luzowania ilościowego. Mniej więcej w tym samym czasie w Turcji doszło do prób siłowego stłumienia antyrządowych protestów w stambulskim parku Gezi, co rozpoczęło proces utraty zaufania rynków do, wówczas jeszcze premiera, Recepa Tayyipa Erdoğana. Także wtedy zaczął się proces znacznego osłabiania tureckiej liry z poziomu 1,78 za dolara w połowie 2013 r. do prawie 5 obecnie.

Pierwszym okresem znaczącego zwątpienia w niezależność tureckiej polityki pieniężnej był rok 2015 r. Bank Centralny mimo rosnącej inflacji dokonał wówczas kilku obniżek stóp procentowych, co było związane z zaplanowanymi na czerwiec 2015 r. wyborami parlamentarnymi. Niski koszt długu miał dać ulgę posiadającym kredyty gospodarstwom domowym, które dzięki temu miały tym chętniej zagłosować na rządzącą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Taka polityka nie do końca zdała egzamin i zbudowanie większości w parlamencie wymagało powtórzenia wyborów w listopadzie, ale nie przeszkadzało to bankowi centralnemu na kontynuację luźnej polityki pieniężnej. Jego bilans od stycznia do listopada 2015 r. urósł o 19 proc.

AKP w końcu uzyskała samodzielną większość w parlamencie. Kurs liry wówczas ustabilizował się na prawie rok, ale Bank Centralny Republiki Tureckiej od tej pory już zawsze był traktowany z dozą rezerwy, jako przynajmniej częściowo podległy rządowi.

Sytuacji nie poprawiało otoczenie polityczne. Lira ponownie zanurkowała w lipcu 2016 roku po nieudanej próbie zamachu stanu, której głównym skutkiem były daleko idące czystki w administracji publicznej i masowe aresztowania. Zapoczątkowany został wówczas także proces utraty wiarygodności Turcji odnośnie spłaty zobowiązań. Wszystkie główne agencje ratingowe oceniają dziś Turcję na poziomie spekulacyjnym.

Dopiero jednak zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA doprowadziło do lirę do krawędzi. Znaczne umocnienie dolara na świecie odbiło się czkawką silnie zadłużonej w amerykańskiej walucie tureckiej gospodarce. Wrażliwość gospodarki na kurs dolara sprawiła, że lira była w tamtym czasie w ścisłej czołówce najsłabszych walut z krajów rynków wschodzących.

Narastanie kryzysu walutowego

W tym czasie koniunktura gospodarcza na świecie wciąż się poprawiała, co było nie do końca dobrą wiadomością dla Turcji. Poprawa sytuacji w USA sprawiała, że polityka ultra niskich stóp procentowych przestawała być konieczna, a stopniowy powrót inflacji sprawił, że wskazane stawało się wręcz ich podniesienie. Dla tureckiej gospodarki, silnie zadłużonej w dolarze oznaczało to wzrost kosztów obsługi długu, co przekładało się na wzrost ryzyka i dalsze osłabienie liry.

Należy podkreślić, że obawy względem Turcji nie wzięły się znikąd. Ankara od lat notuje deficyty na rachunku obrotów bieżących, co w dużym skrócie sprowadza się do tego, że więcej twardej waluty z kraju wypływa niż wpływa. Ta nierównowaga sprawia, że kraj jest uzależniony od zagranicy i zmuszony brakującą walutę pożyczać w innych krajach. Jest to kolejny czynnik wywierający presję na spadek kursu liry.

Szczególnie źle sytuacja wygląda w handlu zagranicznym, gdzie od lat import znacząco przewyższa eksport. Zgodnie z teorią ekonomii, osłabienie kursu walutowego powinno zwiększyć atrakcyjność tureckiego eksportu, ponieważ dzięki taniej lirze jego cena staje się atrakcyjna dla zagranicznych nabywców. Z analogicznego powodu powinien spaść import.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*