Trump podwaja stawkę w wojnie handlowej z Chinami

foto: media solutions

W trakcie ostatnich godzin poznaliśmy wiele, bardzo istotnych raportów makroekonomicznych. Najważniejsze z nich nadeszły ze strefy euro oraz Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak główną informacją jest potencjalna dalsza eskalacji wojny handlowej między USA a Chinami. Taki stan rzeczy na razie nie wystraszył mocno inwestorów, aczkolwiek pewna doza niepewności jest wyczuwalna na rynku walutowym. W konsekwencji polski złoty znajduje się niewielkim odwrocie w godzinach porannych.

Według najnowszych doniesień agencji Bloomberga administracja prezydenta Trumpa ma rzekomo zaproponować zwiększenie stawki cła na import chińskich produktów o wartości 200 miliardów USD. W ostatnich miesiącach o polityce handlowej mówi się bardzo wiele. Przedstawmy więc krótkie podsumowanie poczynań Białego Domu. Obecnie w grze są cła o wartości 50 miliardów USD. Na początku lipca Stany Zjednoczone nałożyły kolejne obciążenia na import dobór z Państwa Środka, tym razem mowa o 25%-owej stawce na produkty o wartości 34 miliardów USD. Z kolei wraz z końcem lipca skończył się oficjalny okres służący do oceny kolejnej transzy ceł na dobra o wartości 16 miliardów USD. Jeszcze wówczas Donald Trump zasugerował, że pod lupą są nowe taryfy celne wymierzone w dobra o wartości aż 200 miliardów USD. O ile do tej pory mówiło się o stawce 10%-owej, o tyle dzisiejsze doniesienia sugerują, że Biały Dom może podbić tę stawkę aż do 25%. Choć do implementacji tychże ceł jeszcze dość daleka droga, gdyż okres konsultacji kończy się dopiero 30 sierpnia, pokazuje to brak potencjalnych chęci do odpuszczania z obydwu stron w trwającym sporze handlowym. Co więcej, możemy wręcz mówić o jego dalszej eskalacji, co z pewnością nie wróży nic dobrego dla rynków finansowych. Trzeba również być świadomym faktu, że owa propozycja w ogóle nie musi zostać przyjęta podczas okresu konsultacyjnego. Pokazuje to, że choć napięcia między USA a Unią Europejską w pewnym stopniu zelżały, to o takowym scenariuszu między USA a Chinami jak na razie możemy tylko pomarzyć — w podobnym tonie wypowiadaliśmy się bezpośrednio po ogłoszeniu porozumienia między Trumpem a Junckerem.

Wracając jeszcze do wtorkowej sesji, należy wspomnieć o danych ze strefy euro, które pokazały niższy wzrost gospodarczy oraz wyższą inflację. Na pierwszy rzut oka od razu nasuwa się myśl rodzącej się stagflacji wywołanej przez ograniczenie zagregowanej podaży z uwagi na wyższe ceny ropy naftowej, niemniej jednak na ten moment wydaje się to pogląd mocno przesadzony. O ile faktycznie inflacja w lipcu (wstępny odczyt) przyspieszyła wyraźniej powyżej celu EBC (2,15% – wiele nie brakowało więc, by zaokrąglenie pokazało 2,2% zamiast 2,1%), to wciąż mówimy tutaj o inflacji sensu largo. Z kolei po wyłączeniu cen energii i żywności dane te są zdecydowanie mniej zachęcające, pokazując dynamikę w granicy 1%. Biorąc pod uwagę obecne stan makroekonomiczny, funkcja reakcji EBC będzie najpewniej mocniej zależeć od inflacji bazowej, bezpośrednio wynikającej z wewnętrznych presji inflacyjnych. Podobnie jak w Polsce w strefie euro również dynamika cen na poziomie bazowym pozostawia sporo do życzenia. Wspomnijmy również, że lipcowy, wstępny odczyt inflacji z rodzimej gospodarki (2%) w dalszym ciągu nie wydaje się sugerować większego odbicia w cenach bazowych, choć z dokładniejszymi szacunkami należy poczekać do publikacji szczegółowych danych przez GUS. Tymczasem dynamika cen (PCE) za oceanem wciąż utrzymuje się na poziomie uzasadniającym kontynuację podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. W czerwcu wskaźnik PCE pozostał na poziomie 2,2%, zaś bazowy na 1,9%. Dzisiejsze posiedzenie Rezerwy Federalnej nie powinno jednak wnieść wiele nowego, a kolejna podwyżka stóp procentowych spodziewana jest we wrześniu.

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym największą uwagę warto zwrócić na prywatny raport ADP dotyczący zmiany zatrudnienia w USA, przemysłowy indeks ISM również zza oceanu oraz tygodniową zmianę zapasów ropy naftowej. Wieczorem komunikat po dwudniowym posiedzeniu opublikuje Fed. O poranku poznaliśmy indeks PMI z Polski, który nieoczekiwanie spadł w lipcu do 52,9 z 54,2. O godzinie 9:10 za dolara trzeba zapłacić 3,6663 złotego, za euro 4,2826 złotego, za funta 4,8089 złotego i za franka 3,6953 złotego.

Arkadiusz Balcerowski
Makler Papierów Wartościowych
Analityk Rynków Finansowych XTB
arkadiusz.balcerowski@xtb.com

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*