Red Bull, czyli globalne podejście do marketingu sportowego

foto: wikimedia commons

Red Bull – jeden z największych na świecie producentów napojów energetycznych jest też potentatem, jeśli chodzi o sponsoring sportowy. Firma gromadzi pod swoją marką 15 klubów sportowych, w tym 5 piłkarskich – m.in. najbardziej znane RB Lipsk, Red Bull Salzburg i New York Red Bulls. Jak wygląda sportowa machina tej korporacji?

Szeroka gama sponsoringu

Piłka nożna, Formuła 1, Sporty ekstremalne – to tylko część sportowych aktywności i dyscyplin, z jakimi jest kojarzony Red Bull. Pamiętacie skok z kosmosu w wykonaniu Austriaka Felixa Baumgartnera? Ten, który odbił się w Polsce tak szerokim echem był oddawany z 39 kilometrów. Austriak spadał swobodnie przez 4 minuty i 22 sekundy – pokonał prędkość dźwięku. Była to jednak tylko jedna z trzech podobnych sobie prób oddawanych z różnych wysokości, wszystkie firmowane projektem Red Bull Stratos. Marka dość mocno inwestuje w różne przedsięwzięcia związane ze sportami ekstremalnymi.

Jednak i tak najwięcej o niej mówi się w kontekście futbolu. Dwie najbardziej znane drużyny z Europy to oczywiście RB Lipsk – zespół, który w Bundeslidze pierwszą kampanię rozegrał w sezonie 2016/2017 i od razu zdobył wicemistrzostwo oraz Red Bull Salzburg, który po triumf w lidze austriackiej sięgał już sześć razy z rzędu. To jednak nie wszystko, gdyż nie można zapominać o New York Red Bulls rywalizującym w MLS, innym austriackim klubie FC Liefering, a także Red Bull Brazil.

Bez kontrowersji się nie obeszło

Trzeba jednak uczciwie napisać, że fakt obecności Red Bulla w światowym sporcie niewielu się podoba. Gdy klub rozpoczął sponsoring Austrii Salzburg w 2005 roku, od razu zwolniono całe kierownictwo, personel, a także stworzono nowe logo w biało-czerwonej kolorystyce, z którą są kojarzone wszystkie produkty Red Bulla. Doprowadziło to do protestu najbardziej zagorzałych fanów, którzy założyli własny klub – SV Austria Salzburg. Cóż on jednak mógł zdziałać na tle potentata? Obecnie marnieje w którejś z regionalnych lig austriackich.

Nie inaczej było z New York MetroStars, które stało się New York Red Bulls w 2006 roku i od razu miało rolę pewnego papierka lakmusowego na duże gwiazdy. Przez klub przeszli m.in. Thierry Henry czy Tim Cahill. Na pierwszym meczu zespołu – z New England Revolution (0:0) na trybunach zasiadło 36 000 osób. Shakira zaśpiewała hymn narodowy, w przerwie wystąpił Wyclef Jean, a na ambasadora meczu wybrany został Pele – to był niesłychany rozmach marketingowy. Co jednak udało się w Austrii i Niemczech, nie wyszło zbyt dobrze w USA, bo na razie nie można stwierdzić, że New York Red Bulls zdominował rozgrywki MLS. Ba! Ani razu ich nie wygrał…

Cały tekst dostępny jest w naszym serwisie partnerskim Format Sportowy

 

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*