Kolejny tydzień w cieniu złotego

Piątkowe notowania na Giełdzie Papierów Wartościowych dobrze podsumowały handel w całym tygodniu. Od poniedziałkowej sesji, jak na wielu sesjach poprzednich tygodni, rynek spółek o największej kapitalizacji wykazywał wrażliwość na relację pomiędzy dolarem i złotym, więc nie było zaskoczenia w fakcie, iż o poranku pojawiła się próba zwyżki, a w kolejnych godzinach, gdy złoty znów tracił do dolara, pojawiło się mniej lub bardziej senne osuwanie się cen akcji na południe. W finale WIG20 (WIG20, 2230.32 -1.13%, News) stracił 1,13 procent przy 481 milionach złotych obrotu, gdy strata złotego do dolara wyniosła 0,3 procent. Spojrzenie na korelację pomiędzy złotym i indeksem w WIG20 w skali pięciu sesji ujawnia jeszcze większą zależność koszyka blue chipów od słabości złotego do dolara. W skali tygodnia złoty stracił do dolara 2,3 procent, gdy WIG20 oddał 4,3 procent. Tygodniowe cofnięcie o 4,3 procent zniosło całkowicie zwyżkę WIG20 o 4,3 procent z tygodnia poprzedniego i cofnęło indeks na poziom obserwowany 4 maja, gdy GPW uginała się w świątecznym tygodniu pod presją z rynku walutowego, który skokowo osłabił polską walutę. Technicznie patrząc trudno jednak mówić o poważnych zmianach.

Dzisiejsza sesja odbyła się przy obrocie w WIG20 najniższym w tygodniu, a indeks utrzymał się w granicach konsolidacji pomiędzy poziomami 2350 i 2200 pkt. W efekcie, mimo spadku o 4,3 procent, w mocy pozostało zawieszenie w trendzie bocznym, który na wykresie indeksu WIG20 zastąpił trend spadkowy. Rynek wchodzi w nowy tydzień ze znanym z poprzedniego tygodnia oczekiwaniem na przesilenie i wybicie, które pozwolą policzyć się stronom rynku i na nowo ukształtują oceny układ sił w WIG20. Zakończony tydzień podtrzymuje też obecne już wcześniej ostrzeżenie, iż niezależnie od lokalnych ambicji i nastrojów, GPW porusza się teraz w cieniu innych rynków wschodzących i pozostaje wrażliwa na relację walut gospodarek wschodzących z dolarem amerykańskim.

Adam Stańczak – DM BOŚ

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*