Turcja z ratingiem na poziomie Etiopii?

foto: pixabay

Dziś agencja S&P Global Ratings ma ocenić wiarygodność kredytową Turcji. Dramatyczny spadek wartości lokalnej waluty i brak odpowiedniej reakcji władz na zagrożenia stabilności finansowej kraju mogą sprawić, że rating Turcji stoczy się do poziomu najbiedniejszych państw świata, czyli Etiopii, Zambii i Rwandy – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W rok lira straciła w relacji do dolara ponad 40 proc. wartości, a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych sięgają 22 proc., podczas gdy jeszcze na początku maja było to ok. 12 proc.

Czy odbiciem tych fatalnych wyników będzie dzisiejsza decyzja S&P o obniżce ratingu i zapowiedź jego kolejnych cięć w przypadku braku chęci wprowadzenia reform? A jeśli tak, to czy decyzja będzie uzasadniona?

Z granicy Europy i Azji w stronę biednej Afryki

W czerwcu Moody’s ogłosiła, że Turcja znalazła się na liście obserwacyjnej do obniżki ratingu. W lipcu z kolei Fitch obniżył wiarygodność kredytową Ankary oraz nadał jej negatywną perspektywę.

S&P ostatni raz oceniał Turcję w maju. Wtedy agencja obniżyła rating do poziomu BB-. To cały czas o 2 szczeble powyżej Rwandy, Zambii czy Etiopii (ocena B). Warto jednak zauważyć, że cięcia wiarygodności kredytowej mogą przebiegać bardzo gwałtownie, nawet z miesiąca na miesiąc. W przypadku Grecji jednorazowa obniżka na przestrzeni półtora miesiąca (marzec-kwiecień 2010) wynosiła 3 stopnie, a w 2011 r. cięcia były na poziomie dwóch szczebli podczas każdej z dwóch decyzji S&P.

Dziś presję na cięcie ratingu o więcej niż jeden szczebel przez S&P mogą wywoływać także kontrakty CDS (koszt ubezpieczenia przed niewypłacalnością) na Turcję, których notowania w granicach 500 pkt są gorsze niż w przypadku ocenianej na poziomie “B” Rwandy oraz Kamerunu czy Senegalu, gdzie kształtują się w przedziale 350-450 pkt. A im wyższa wycena CDS-ów, tym większa szansa na bankructwo kraju.

Warto także zauważyć, że zrealizowały się ryzyka przedstawione przez S&P w maju, które wymieniano jako argument do dalszych cięć ratingu. „Możemy obniżyć rating Turcji, jeżeli warunki zewnętrznego finansowania i kurs walutowy pogorszą się dalej, zwiększając zagrożenia dla sektora prywatnego, który ma znaczne potrzeby zagranicznego finansowania”.

Od 1 maja turecka waluta straciła ponad 30 proc. wartości do dolara i 29 proc. do euro, co prawdopodobnie z nadwyżką spełnia warunki do cięcia ratingu.

Jak łatwo stracić połowę kapitału?

Jeżeli S&P obetnie wiarygodność kredytową Turcji dziś o dwa stopnie, to Ankara będzie miała rating na poziomie Etiopii, która jest jednym z najbiedniejszych państw świata i ma PKB na mieszkańca stanowiące zaledwie ok. 10 proc. tureckiego.

Na pierwszy rzut oka można tą decyzją uznać za zbyt gwałtowną. Gdy jednak popatrzymy na Etiopię z perspektywy nabywcy obligacji, to w niektórych aspektach przedstawia ona mniejsze zagrożenie niż Turcja. Wg szacunków S&P Etiopia ma mieć w tym roku niższą inflację – 8,5 proc. niż Turcja – 10,3 proc. Obecnie w Turcji inflacja już jest na poziomie ok. 16 proc., i to bez wpływu ostatniego osłabienia liry. Także kurs etiopskiej waluty (pełzająca dewaluacja w granicach zaledwie 5-6 proc. rocznie – wg S&P) jest stabilniejszy niż tureckiej.

Inwestorzy, którzy są wierzycielami Turcji, zostali w tym roku narażeni na olbrzymie straty w związku z silnie stymulującą polityką fiskalną, brakiem stabilizacji cen, wysokim deficytem na rachunku obrotów bieżących i niechęcią do zwrócenia się o pomoc finansową do MFW.

Zagraniczne fundusze, które nabyły w maju br. 10-letnie obligacje skarbowe Turcji denominowane w lirze, straciły na tej inwestycji ok. 35 proc. w lokalnej walucie (wzrost rentowności z 12 do 22 proc.) i kolejne ok. 30 proc. na spadku wartości liry, gdyby chciały obecnie wycofać się z tych obligacji i zamienić środki na euro czy dolary. W sumie więc łatwo można było stracić ponad 50 proc. kapitału, a znaczna część tych strat to wynik fatalnej polityki fiskalnej i monetarnej kraju.

Werdykt prawdopodobny, a w perspektywie… Etiopia

Biorąc pod uwagę błędy, które zostały popełnione w tureckiej gospodarce, a zwłaszcza fakt braku chęci ich naprawienia (niechęć do walki z inflacją oraz zwrócenia się o pomoc do MFW), poważne obniżenie wiarygodności kredytowej Turcji jest dziś bardzo prawdopodobne. Jeżeli władze Ankarze nie zmienią swojego postępowania, uzasadnione byłoby również cięcie aż do poziomu B, czyli np. Etiopii.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*