Trump obiecuje, Turcja tonie

foto: media solutions

Środowy poranek przynosi pogorszenie nastrojów na rynku. Pomimo nowych obietnic Donalda Trumpa obserwujemy spadki na rynkach akcji, szczególnie w Azji. Na rynku walut niechlubne miano lidera spadków należy ponownie do tureckiej liry, która w pewnym momencie traciła nawet 4%. Dziś w kalendarzu szereg ważnych danych z kluczowych gospodarek.

Amerykańska gospodarka ma się w tym roku bardzo dobrze i po części jest to efekt stymulacji za pomocą obniżenia podatków, co było sztandarowym projektem prezydenta Trumpa. Ponieważ jednak jesienią (6 listopada) mamy bardzo ważne uzupełniające wybory do Kongresu i notowania Republikanów nie stoją przesadnie wysoko prezydent postanowił złożyć nowe obietnice. Na razie wygląda to jednak jak wymachiwanie marchewką z daleka ponieważ nie wiemy nawet, o których podatkach mowa (a doświadczenie ostatnich dwóch lat sugeruje, że być może sam Trump tego nie wie). Dlatego też jak na razie obietnice te nie wpłynęły na notowania rynkowe.

Silne zmiany notowań widzimy natomiast w Turcji, gdzie notowania liry idą bardzo ostro w dół. Tylko dziś w nocy widzieliśmy 4% załamanie, teoretycznie bez żadnych informacji. Doniesienia mówią o kapitulacji japońskich inwestorów, których do liry przyciągały wysokie stopy procentowe (rentowności długu dochodzą do 15%). Powód wyprzedaży jest jednak stały – obawy o utratę resztek niezależności banku centralnego po czerwcowych wyborach po deklaracjach prezydenta Erdogana, że wysokie stopy procentowe szkodzą gospodarce. Przy takim podejściu i jasnym przekonaniu rynku, że jedynie podwyżki stóp mogłyby zatrzymać lawinową przecenę waluty trudno wypatrywać czynnika, który miałby odwrócić sytuację. Wczoraj oliwy do ognia dolewała też agencja Fitch, sugerując, że utrata niezależności przez bank centralny byłaby powodem do obniżenia ratingu. Tylko na przestrzeni ostatniego miesiąca notowania liry względem dolara spadły o 16%.

W środowym kalendarzu roi się od ważnych raportów. W Europie dostaniemy wstępne indeksy PMI za maj, których znaczenie zdaje się rosnąć. Po wyraźnym ożywieniu w 2017 roku początek tego roku przynosi konsekwentne ochłodzenie i dalsze spadki indeksów byłyby już niepokojące. Jak na razie poznaliśmy dane z Francji i o ile wskaźnik dla przemysłu odnotował wzrost, w przypadku bardziej istotnych usług mamy silny spadek. Przed nami publikacje danych z Niemiec i całej strefy euro. Brak zauważalnej poprawy w danych może ciążyć notowaniom pary EURUSD, a przez to także złotemu.

W Wielkiej Brytanii o 10:30 poznamy dane o inflacji za kwiecień. Przypomnijmy, że Bank Anglii jeszcze niedawno nosił się z zamiarem podniesienia stóp procentowych, jednak słabsze dane ostudziły te zapędy prowadząc do bardzo istotnej przeceny funta, szczególnie wobec dolara. Kolejne rozczarowanie byłoby z pewnością dużym ciosem dla funta i ważnym sygnałem dla pary GBPUSD, która utknęła poniżej poziomu 1,35. Wydarzeniem dnia z pewnością jest publikacja minutes FOMC z ostatniego posiedzenia. Rynki będą szukać nie tylko potwierdzenia podwyżki na czerwcowym spotkaniu, ale także scenariusza 4 podwyżek w tym roku. Warto jednak zwrócić uwagę, że taki scenariusz jest już niemal w pełni wyceniony i minutes (publikacja o 20:00) nie muszą prowadzić do dalszego umocnienia amerykańskiej waluty. O 16:30 poznamy dane o zapasach ropy w USA, które w ostatnich tygodniach zaskakiwały spadkami, napędzając dodatkowo wzrost cen surowca, co z kolei przekładało się na umacnianie dolara. Wreszcie w Polsce o 10:00 czekają nas dane o sprzedaży detalicznej, gdzie oczekiwany jest niewielki spadek dynamiki (z 9,2 do 8,1%), głównie ze względu na uchwycony w marcu efekt świąt, tym niemniej te dane raczej nie będą miały dużego wpływu na kurs złotego. Dziś o 9:15 euro kosztuje 4,3051 złotego, dolar 3,6649 złotego, frank 3,7002 złotego, zaś funt 4,9035 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA
Główny Ekonomista XTB
przemyslaw.kwiecien@xtb.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.