Tak blisko i tak daleko. Siatkarki nie pojadą do Tokio…

Źródło: WIkimedia Commons

Po takich meczach podnieść się najtrudniej… Igrzyska w Tokio jednak nie dla Biało-Czerwonych siatkarek! Polki stoczyły w sobotę morderczy bój o awans do finału europejskiego turnieju kwalifikacyjnego, ale przegrały z Turcją 2:3 (25:19, 18:25, 25:23, 31:33, 11:15), mimo że w czwartym secie miały w górze kilka piłek na skończenie meczu, który dawał przepustkę do bezpośredniej walki o awans…

Igrzyska śmierci…

Kilka razy w mediach społecznościowych w odniesieniu do turnieju w Apeldoorn zostało użyte określenie „igrzyska śmierci” i nie ma się co specjalnie temu dziwić. Szansę na Tokio straciły półfinalistki Niderlandki i Polki, ale też nawet finalistki – Niemki, które przez cały turniej szły jak burza. Zasady tego turnieju były nieubłagane – jedna drużyna ma awans, reszta żegna się z marzeniami i misję olimpijską musi odłożyć do 2024 roku, kiedy to najlepsze drużyny spotkają się w Paryżu.

Po takich meczach jak ten sobotni kibicowi siatkarskiemu trochę trudno poukładać to wszystko w głowie. Polskie siatkarki ten mecz miały w garści, na wyciągnięcie ręki. Zaczęły świetnie – od wygranej partii 25:19. Jak same po meczu podkreślały, być może to drugi set był kluczowy dla losów tego meczu, bo wtedy to rozpędziły się rywalki – wygrywając do 18. Trzeci set szedł nam jak po grudzie, mieliśmy w nim ogromne problemy z przyjęciem, ale… zwycięstwo 25:23 dało tak potrzebną przewagę. I później przyszedł ten feralny czwarty set, w którym Polki miały kilka piłek meczowych – nie tylko patrząc na wynik, ale też rzeczywiście po swojej stronie – nieskończone ataki się jednak zemściły – zwycięstwo Turczynek 33:31 dało tie-breaka, w którym naszym zawodniczkom już po prostu zabrakło sił i skończyło się porażką 11:15.

Zobacz także: Drużyna dekady Premier League: Łukasz Fabiański wyróżniony!

Czy mamy prawo krytykować zespół?

Sobotni mecz to było spotkanie dwóch naprawdę równych drużyn. Turczynki miały w nim trochę więcej sił, szczęścia i doświadczenia – to chyba najbardziej przeważyło na ich stronę. Tylko, że z drugiej strony przed rokiem czy dwoma laty moglibyśmy na twierdzenie „będziemy walczyć jak równy z równym przeciwko Turcji” popukać się w głowę, dzisiaj jest to prawda. Waleczności i chęci naszym zawodniczkom odebrać nie można, a gdy widać na Twitterze, jak jeden z drugim hejtuje jedną czy drugą zawodniczkę (najbardziej oberwało się chyba Malwinie Smarzek-Godek), to nie wygląda to fajnie.

Jasne – jest też druga strona medalu – oparta na liczbach. Według niej w sobotę „Mali” skończyła 17/61 ataków, co daje ledwie 28%. Sama zawodniczka po meczu miała świadomość, że miała problem ze skończeniem kluczowych piłek – przede wszystkim tych z końcówki czwartego seta. Tylko trzeba pamiętać, ile ta dziewczyna, grając w reprezentacji Polski, bierze na siebie, jak wiele razy musi atakować w każdym meczu i z jakim wysiłkiem się mierzyć, a mimo to wiele razy to właśnie ona „ratowała nam  tyłek” w najważniejszych  meczach. Druga kwestia – przyjęcie zagrywki. Według statystyk CEV zarówno perfekcyjne, jak i pozytywne przyjęcie w sobotę stanęło u nas na… 17%. Przez połowę trzeciego seta nie funkcjonowało ono prawie w ogóle, a mimo to Polki trzymały się przy Turczynkach i mimo, że straciły wysoką przewagę, w końcówce przechyliły szalę na swoją korzyść. To zdarza się przy takich liczbach bardzo rzadko.

Młody zespół przed którym jest przyszłość

Nie można jednak załamywać rąk. Przed tą drużyną na pewno jest przyszłość. Spójrzmy na najważniejsze filary reprezentacji – Malwina Smarzek-Godek ma dopiero 23 lata, Magdalena Stysiak w grudniu 2020 roku skończy dopiero 20 lat, Agnieszka Kąkolewska trzy miesiące wcześniej 25 lat. Do tego mamy jeszcze zawodniczki, które w 2018 roku zdobywały 5. miejsce MŚ do lat 20 – obecne już w Apeldoorn – Zuzanna Górecka i Monika Jagła, czy też wyróżniające się postacie Ligi Siatkówki Kobiet – Oliwia Bałuk i Weronika Centka.  To naprawdę dobrze wróży tej drużynie – można się teraz będzie skupić na MŚ w 2022 roku, które mają się odbyć w naszym kraju i w Niderlandach, a potem misji Paryż 2024 i dam sobie rękę uciąć, że w Paryżu ta drużyna zagra i będzie jedną z bardziej liczących się ekip w walce o medale!

Zobacz także: Ekstraklasowa Giełda Transferowa [2]

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1091 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.