Piłkarze już nie będą zarabiać milionów? Kluby szykują się na zmianę oblicza piłki nożnej

Copyright Free - Stock Free images. Public Domain image dedication. CC0 1.0 Universal Licence - http://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

Po koronawirusie świat już nie będzie taki sam – to pewne. Ucierpimy jako ludzie, ucierpi  gospodarka, ale też musimy pożegnać się ze sportem takim, jaki dotychczas widzieliśmy i znaliśmy. Być może końca dobiegnie wielka „gorączka pieniądza” związana z futbolem. Czy zarabiający krocie piłkarze zgodzą się jednak na niższe zarobki?

Szwajcarski przykład

FC Sion – klub, który po 23. kolejkach szwajcarskiej Super League zajmuje 8. miejsce chciał sobie odrobinę pomóc finansowo w trudnych czasach związanych z koronawirusem i przystąpił do renegocjacji kontraktów ze swoimi piłkarzami, którym zaproponowano mniejsze zarobki. Wśród nich znani zawodnicy – byli piłkarze Arsenalu Alex Song i  Johan Djourou. Z planów nic jednak nie wyszło, bo piłkarze nie zgodzili się na taki stan rzeczy, a to doprowadziło do zwolnienia ich z klubu. Sprawa głośna w całej Europie pokazuje nam, co  w kolejnych miesiącach może się dziać z futbolem. Tu akurat mowa o kontraktach piłkarzy, które pewnie ulegną zdecydowanemu zmniejszeniu. A tu mowa tylko o piłkarzach. Klub ma przecież na utrzymaniu jeszcze setki innych pracowników – sztab szkoleniowy, personel, osoby pracujące na stadionie – można by wymieniać bardzo długo.

Zobacz także: Przełom kwietnia i maja bez snookera. MŚ przełożone!

Efekt domina

Mówimy o klubie, który może nie jest całkiem nieznany, ale jednak wiodącej roli w europejskim futbolu nie odgrywa. Wartość grających w nim piłkarzy to mniej więcej 19 milionów euro (według Transfermarkt), najwięcej wart jest środkowy pomocnik Bastien Toma (2,5 miliona). Jak na światowy futbol są to kwoty dość przeciętne.

Popatrzmy jednak na duży futbol. Mecze się nie odbywają, są przełożone, ale tak naprawdę nie wiadomo, kiedy zostaną rozegrane. Przychodów z dnia meczowego nie ma, a to główny i najważniejszy środek do tego, by kluby mogły przetrwać, stąd też już teraz pojawia się duże lobby, żeby mimo wszystko sezon – w formule takiej lub innej dokończyć. Przez to, że nie ma dnia meczowego, nie ma też transmisji telewizyjnych, a to nadawców skłania do tego, by ligowcom nie wypłacać całości kwot z tytułu praw. Skąd więc kluby mają brać pieniądze na duże i rekordowe kontrakty? Ile klubów przetrwa taką „kwarantannę”?

Do kogo zwrócić się po pomoc?

Rekompensacja strat dla poszczególnych klubów jest dziś sprawą priorytetową. Wyjścia szuka się wszędzie – głównie u władz danej ligi lub w krajowym związku piłki nożnej. W Polsce słychać już wiele głosów, że PZPN stać na to, by dołożyć do utrzymania klubów i uniknąć masy bankructw, których pewnie i tak nie unikniemy po pandemii koronawirusa. Ważne jednak, by te skutki uboczne zminimalizować.

Po ciekawe rozwiązanie sięgnęli Anglicy. W ubiegłą środę 71 klubów ze szczebla centralnego zapewniono, że nie zostaną na lodzie. Władze ligi na rozwiązanie problemów poszczególnych drużyn przeznaczą 50 milionów funtów na pokrycie strat związanych z brakiem dochodów z dnia meczowego.  Za nadawcę telewizyjnego nikt jednak pieniędzy nie zwróci, jeśli meczów nie będzie. Chyba, że… dla kogoś ważniejsze od ludzkiego zdrowia będą pieniądze i społeczność piłkarska będzie robić wszystko, by ligi dogrywać tak, aby kluby nie były stratne z tytułu praw telewizyjnych. Kluczowym pytaniem w tym momencie będzie brzmiało: Czy to już jest bezpieczne? Czy możemy grać? I czy to w ogóle stanie się w tym sezonie? Dużo pytań – mało odpowiedzi.

Zobacz także:  NBA straci blisko 1 miliard dolarów na zawieszeniu ligi. Komisarz Adam Silver uspokaja

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1179 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.