Paulo Sousa ma pomysł, na razie gorzej z wykonaniem. Czy możemy drżeć o Mundial?

Paulo Sousa
Paulo Sousa - Foto: Flickr

Trzy pierwsze mecze eliminacji Mistrzostw Świata, trzy pierwsze Paulo Sousy w roli trenera naszej kadry. Można już nieśmiało oceniać. Po pierwszym „okienku eliminacyjnym” więcej jest rzeczy negatywnych, jak pozytywnych, ale tej drużyny skreślać nie można, bo… może jest wreszcie na nią pomysł.

Co chwila złe wieści

Już przed meczem z Węgrami z powodu zakażenia koronawirusem nie mógł zagrać Mateusz Klich i to nawet w przypadku, gdy jego test był niejednoznaczny, bo każdy kolejny test działał jak ruletka. Z tego samego powodu wypadł Łukasz Skorupski, którego zastąpił młody golkiper Cracovii – Karol Niemczycki. Po meczu z Andorą największym naszym problemem było wypadnięcie kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, który z powodu urazu kolana wrócił do Monachium. Do tego doszło kolejne zakażenie – Mateusza Piątkowskiego z Rakowa Częstochowa. Kolejny niejednoznaczny test wypadł w przypadku Grzegorza Krychowiaka, ale on, jako ozdrowieniec, miał kolejny test ujemny i do Londynu na jedno z najważniejszych spotkań eliminacji dojechał trochę później, ale mógł zagrać i to się liczyło najbardziej. To zwyczajnie nie było pomyślne zgrupowanie pod kątem zdrowotnym dla reprezentacji Polski.

Czwórka w trzech meczach

Przejdźmy do spraw czysto sportowych. Remis z Węgrami 3:3, wygrana z Andorą 3:0 i porażka z Anglią 1:2. Dwa ostatnie wyniki zdecydowanie wkalkulowane w bilans pierwszego okienka eliminacji Mistrzostw Świata. Co do meczu z Węgrami, przez 60 minut nie graliśmy nic, zasłużenie przegrywaliśmy 0:2 i teoretycznie można się było zbierać do domu w meczu, który mógł być decydujący w kontekście naszego „być albo nie być” na Mundialu. I wtedy stała się rzecz niesamowita. Gole dwóch rezerwowych w odstępie kilkudziesięciu sekund – Krzysztofa Piątka i Kamila Jóźwiaka dają nam remis 2:2, a spotkanie ostatecznie kończy się rezultatem 3:3. Po tym meczu w głowie można było mieć jedną ciekawą myśl: „Za trenera Brzęczka byśmy tego nie odrobili”.

Później przyszła Andora i mecz, który mimo zwycięstwa 3:0 wzbudził w polskich kibicach trochę goryczy. Liczyli oni na trochę więcej – może nawet nie chodziło o wynik, ale o styl. No i ta pechowa kontuzja Roberta Lewandowskiego, która wykluczyła go z meczu na Wembley. Niektórzy po meczu pisali będąc w swoim świecie: „Po co grał?” „Dlaczego w meczu z Andorą narażał się na kontuzję?”. Tu tylko trzeba powiedzieć, że piłkarz… jest przecież od tego, żeby grać, prawda? Taki snajper jak Robert Lewandowski chce dawać reprezentacji jak najwięcej, zdobywać gole, bić rekordy, a w tym meczu też był nam potrzebny. Trudno zrozumieć tych, którzy sądzą inaczej.

No i na koniec Anglia. Dwie różne połowy. W pierwszej wyglądało to jeszcze gorzej, jak z Węgrami – w obronie nawet trzymaliśmy się nieźle, stracona bramka po równo powinna być zapisana na konto Piotra Zielińskiego (strata w środku pola), jak i Michała Helika (sprokurowany rzut karny). W ataku jednak nie było nas w ogóle, nie zrobiliśmy nic. Walka przyszła dopiero w drugiej połowie, potrafiliśmy się przesunąć na połowę rywala, stworzyć przewagę, nawet zagrać akcję. Do punktów nie było daleko, ale tak czysto piłkarsko – Anglicy na te trzy punkty w tym spotkaniu zasłużyli.

Nos do zmian i kilka pomysłów

Trener Sousa ma nosa do zmian. Po Piątku i Jóźwiaku z Andorą wpuścił Karola Świderskiego, a ten zdobył gola. Z Anglią wszedł Arkadiusz Milik, który starał się i próbował coś zrobić, ale to było zdecydowanie za mało i widać było, że na tle angielskiej obrony nic nie zwojuje. Znowu za to świetnie zagrał Jóźwiak, który jest chyba największym wygranym tych meczów – w każdym z nich wyglądał na człowieka, który do kadry jest znakomicie przygotowany. Po Kamilu Grosickim było w środę widać, że w klubie po prostu nie gra i niedługo może po prostu miejsca w tej kadrze już nie mieć.

Trudno oceniać jednoznacznie Paulo Sousę już teraz. Miał za mało czasu, by jednoznacznie wytypować, jakim stylem chce grać, co pasuje do Biało-Czerwonych i jacy zawodnicy mają być jego wykonawcami. W każdym meczu zaskakiwał, zazwyczaj niestety nie trafiając z 11-tką, ale potem potrafił naprawiać swoje błędy. Trener próbował różnych wariantów gry i ustawień, jedne wychodziły lepiej, drugie gorzej. Po tym zgrupowaniu na pewno jest mądrzejszy, a przed Euro dostanie dużo więcej czasu, by tę drużynę ustawić, więc najlepiej będzie dać mu szansę. Gra Polaków długimi momentami wyglądała przeciętnie, czasem nawet fatalnie, ale były też pozytywne momenty. Pierwsze rzuca się w oczy płynność rozegrania akcji – czasami gramy sztampowo, za wolno, mozolnie, zamiast ruszyć z piłką i zrobić coś konstruktywnego. Mogło to pomóc wygrać mecz z Węgrami, mogło to pomóc w środę na Wembley. Zamiast powiedzmy… czterech punktów w tych meczach, mamy jeden.

Możemy drżeć o Mundial?

Teraz pora na przygotowanie się do Euro 2020 i to jest cel numer 1 najbliższych miesięcy o którym jeszcze wiele się napisze. Później przed nami walka o Mundial lub przynajmniej baraże. Na ten moment wiemy jedno – będzie trudno, bo już po pierwszym okienku eliminacyjnym notujemy sporą stratę. Anglicy kończą go z kompletem 9 oczek, Węgrzy z 7 punktami, a my z 4. By być pewnym baraży, trzeba będzie liczyć na ogranie przynajmniej jednego rywala z dwójki Anglia – Węgry (najlepiej tego drugiego) i na to, że uda się nie stracić punktów ze słabszymi drużynami, a nikt nam łatwo nie da punktów w obu meczach z Albanią. Cel Mundial jeszcze nam nie odjechał, ale musimy się strzec, bo pociąg jedzie coraz szybciej, a my jedną nogą zostaliśmy na peronie.

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1654 artykuły
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.