Mistrzostwa Europy zaczynają się na poważnie. Czy siatkarze zmażą olimpijską plamę?

Źródło: WIkimedia Commons

Polscy siatkarze już dziś zaczynają prawdziwe Mistrzostwa Europy. Wcześniej wręcz obowiązkiem było wyjść z grupy i wygrać 1/8 finału, teraz jednak stopień trudności wzrasta. O 20:30 rozpocznie się mecz ćwierćfinałowy przeciwko reprezentacji Rosji. Czy uda się jeszcze uratować ten sezon?

Częściowo zmazać plamę

Nie ma co się oszukiwać – najważniejsza impreza tego sezonu była jedna: igrzyska olimpijskie w Tokio. Już przed nią i w jej trakcie było wiadomo, że każde niepowodzenie w stolicy Japonii trudno będzie zmazać. Polacy przegrali w ćwierćfinale z Francją 2:3 i piąty raz z rzędu zakończyli zmagania podczas tej imprezy na ćwierćfinale. Teraz w Euro grają o częściowe zmazanie plamy, poprawę humoru i zbudowanie pewności dla siebie w kontekście pracy z nowym trenerem, bo jak wiemy od kilku tygodni, Vital Heynen odchodzi z reprezentacji.

Mistrzostwa Europy zaczęły się dobrze, ale inaczej być nie mogło. Pierwsze trzy mecze grupowe wyglądały dość przeciętnie – stracone sety z Portugalią czy Grecją optymizmem nie napawały, ale było też zwycięstwo po dreszczowcu z Serbią. Ostatnie dwa mecze tamtej fazy to popis Biało-Czerwonych – łatwe zwycięstwa z Belgią i Ukrainą pokazały, że kadra wreszcie wychodzi na wyżyny. Mecz 1/8 finału z Finlandią był formalnością. Łatwa wygrana w trzech setach nie może jednak uśpić. Prawdziwe mistrzostwa Europy zaczynają się od wtorku.

Trudna droga przed Polakami

No właśnie – widać na tym przykładzie, jak kontrowersyjne jest przeprowadzanie turnieju rangi Mistrzostw Europy z 24 zespołami. Dopiero ich odsiew powoduje, że turniej można zacząć na poważnie. Teraz została najlepsza ósemka, a na drodze podopiecznych Vitala Heynena same potęgi. Na początek wicemistrzowie olimpijscy z Rosji, później mistrzowie Francuzi lub sprawiający nam zawsze olbrzymie problemy Słoweńcy. Jeśli z tego nasi siatkarze wyjdą zwycięsko, w finale mogą czekać Serbowie lub Włosi.

Zobacz także:  FC Barcelona ma nowy cel transferowy! Zawodnik z Premier League na szczycie listy życzeń!

Teraz trochę o naszej kadrze. Ból porażki po Tokio pewnie całkiem z niej nie zszedł, ale widać pozytywne fluidy w zespole, ogromną chęć walki i pokazania, że ta drużyna wygrywać potrafi. Jest to o tyle łatwiejsze, że po dwóch latach na trybuny wrócili wreszcie kibice, a turniej odbywa się w naszym kraju. Czysto siatkarsko też na razie wszystko gra, ale zobaczymy, jak będzie na tle trudniejszych rywali. Vital Heynen nie robi rewolucji – nadal opiera się głównie na pierwszej szóstce, która grała w Tokio, najbardziej rotując środkowymi. Dotychczas jednak wszyscy powołani siatkarze znaleźli swoje miejsce w kadrze i gdy tylko są potrzebni, na boisku dają z siebie wszystko.

Rosja prawdę nam powie…

Z Rosjanami ostatnie mecze graliśmy w ramach turniejów innych, niż te rangi mistrzowskiej. W Tokio reprezentanci Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego grali w drugiej grupie. W Lidze Narodów Biało-Czerwoni w jedynym meczu wygrali 3:1, a do jeszcze poprzedniego spotkania należy się cofnąć o dwa lata, gdy obie drużyny mierzyły się w ramach Pucharu Świata – wtedy też Polska była lepsza, wygrywając 3:1. Teraz, to jest mecz o większą stawkę – strefę medalową Mistrzostw Europy. Na tym turnieju rywale nie grają olśniewająco, ale mają w swoim składzie gwiazdy pokroju Jegora Kliuki, Dmitrij Wołkowa czy Ivana Jakowlewa. Z pozoru wydaje się, że personalnie „Sborna” potrafiła być groźniejsza przez ostatnie lata, ale w Tokio regularnie występowała duża część tej kadry i nie ma co ukrywać, że osiągnęła dużo więcej od Polaków.

Czy to znaczy, że rywale są faworytem dzisiejszego meczu? Niekoniecznie. Nasi siatkarze wspierani przez najlepszą publiczność na świecie będą mieli po swojej stronie niepodważalny atut „czterech ścian”. Do tego, poziom koncentracji i możliwości będzie zupełnie inny, niż w meczach z łatwiejszymi rywalami, a gdzieś z tyłu głowy podopieczni Vitala Heynena mają to, że jest szansa, by częściowo zatrzeć złe wrażenie z igrzysk. I do tego jest jeszcze jeden ważny argument. Gdyby wyciągnąć te nieszczęsne igrzyska, drużyna prowadzona przez Belga praktycznie z każdego turnieju wraca z medalem i choć Tokio zostało przegrane, tego faktu nie należy mu odbierać i co więcej, pożegnanie go medalem byłoby odpowiednim podziękowaniem za te kilka lat naprawdę solidnej pracy tej reprezentacji. Swoją drogą, we wtorek wieczorem belgijski trener będzie obchodził swój jubileusz w naszych barwach – będzie to jego 100. mecz w roli trenera reprezentacji Polski.

O Radosław Kępys 1864 artykuły
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.