Kryzys po rzeszowsku. Czy Resovia ma jeszcze szansę na play-offy Plus Ligi?

Asseco Resovia Rzeszów to klub, który w tym sezonie znowu miał wrócić do czołówki siatkarskiej Plus Ligi – na Podkarpacie sprowadzono ekipę zawodników, którzy w przeszłości przekonali się, jak smakują zwycięstwa na najwyższym poziomie, a teraz mieli odwrócić złą kartę ostatnich lat. Tymczasem… po 19 meczach na koncie Resovii znajduje się tylko 6 zwycięstw. To jednak nie sytuacja w tabeli martwi najbardziej, a zawirowania i nieporozumienia wewnątrz drużyny.

Klub z wielkimi tradycjami

Resovia w swojej siatkarskiej historii nigdy jeszcze na koniec sezonu nie wypadła poza pierwszą 10-tkę tabeli na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Mistrzostwo Polski dla Rzeszowa wywalczono 7-krotnie – począwszy od 1971 roku, a skończywszy na najświeższych trofeach w latach 2012, 2013 i 2015. Dodatkowo, w sezonach 2014/2015 i 2015/2016 „Pasy” uczestniczyły w Final Four Ligi Mistrzów zajmując najpierw 2. miejsce, a rok później 4. lokatę. Blask pięknych sukcesów uleciał jednak w ostatnich sezonach. Kryzys zaczął się w sezonie 2016/2017, gdy po raz pierwszy od kampanii 2007/2008 skończyło się poza podium, rok później było 6. miejsce i jeszcze większa tęsknota do potęgi. W 2019 roku skończyło się na 7. miejscu. Kto wie, czy w tej kampanii nie będzie jeszcze gorzej.

Duże plany przed sezonem

Trudno było wierzyć, że w rozgrywkach 2019/2020 Asseco Resovia może być najlepszym polskim klubem. Na papierze szerszą i lepszą jakościowo kadrą może się pochwalić kilka drużyn, na czele z czwórką, która w tabeli Plus Ligi obecnie jest nie do przeskoczenia. Mowa oczywiście o Grupie Azoty ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, Vervie Warszawa Orlen Paliwa, PGE Skrze Bełchatów i Jastrzębskim Węglu. Na Podpromiu stworzono jednak fajną mieszankę doświadczenia z młodością, którą przez spokojny i udany sezon miał przeprowadzić trener Piotr Gruszka – były wielki zawodnik, dotychczas bez sukcesów na ławce trenerskiej – wydawał się być jednak dobrym wyborem, który może poskładać ten zespół Większość siatkarzy, którzy przyszli do drużyny łączyło jedno – świadomość, wiedza i umiejętności. Z jednej strony młody i zbierający kapitalne recenzje w sezonie reprezentacyjnym Marcin Komenda na rozegraniu, z drugiej doświadczony zagranicznymi wojażami Zbigniew Bartman, do tego bardzo solidny Kanadyjczyk – Nicolas Hoag. To najważniejsze wzmocnienia, w które przed sezonem zainwestował prezes Krzysztof Ignaczak.

Zobacz także:  F1: Nowy bolid Red Bulla na Silverstone. Verstappen zrobił pierwsze okrążenie

Problemy głównie w defensywie

W 19 meczach obecnego sezonu, rzeszowska Resovia zdobyła… ledwie 20 punktów, na co złożyło się 6 wygranych i 13 porażek, w tym ta ostatnia chyba najbardziej wstydliwa w Radomiu, gdy to siatkarze z Podpromia kolejne sety przegrywali do 15, 17 i 19. Do takiego lania w Rzeszowie nie są przyzwyczajeni. Rzeszowianie wygrali do tej pory tylko 29 partii, przegrywając aż 45. W trakcie sezonu – po bardzo słabym jego początku – zmieniono trenera i niedawno Piotra Gruszkę zastąpił na chwilę młody Wojciech Serafin, a po porażce w Radomiu ogłoszono, że do końca sezonu stery przejmie Emanuele Zanini.

Prawda jest jednak taka, że zespół od początku sezonu jest prowadzony bardzo źle – brak wyników rodzi konflikty wewnątrz zespołu, które mógłby zażegnać tylko ktoś, kto ma umiejętność rozwiązywania takich sytuacji. Gruszka sobie z tym nie poradził, Serafin był tam zbyt krótko, by to ocenić, ale on też na takiego nie wyglądał. Może nowy szkoleniowiec „Pasów” wreszcie zrobi porządek.

Swoje mówią też statystyki. Liczby siatkarzy z Rzeszowa w poszczególnych elementach tylko potwierdzają olbrzymi kryzys. Średnio 15 zepsutych zagrywek na spotkanie, przy 3,47 asów serwisowych. Do tego średnie perfekcyjne przyjęcie na poziomie 20%. To właśnie w tych defensywnych elementach Resovia często robi sobie problemy, bo w ataku nie wygląda to wcale tak źle – oscyluje on wokół 50% skuteczności, do czego dochodzi jeszcze średnia dokładnie 8 bloków na mecz. Wychodzi na to, że najbardziej na grze siatkarzy z Rzeszowa piętno odbija słabe przyjęcie i fatalna zagrywka.

Kalendarz nie rozpieszcza

Przed Resovią bardzo trudny kalendarz. O ile w sobotę na Podpromiu w meczu z MKS-em Będzin wygrana jest prawdopodobna (choć nie pewna, bo gdyby w tej chwili zestawić te dwie drużyny, można by mieć wątpliwości, która spisuje się lepiej), to już w kolejnych meczach kłopoty mogą być olbrzymie, bo na rzeszowian czekają mecze z trzema drużynami ze ścisłej czołówki ligi – ZAKSĄ, Vervą i Jastrzębskim Węglem, potem łatwiejsze starcie z będącym  też w kryzysie Aluronem Virtu CMC Zawiercie, podczas gdy dwie ostatnie kolejki to starcia z PGE Skrą Bełchatów i Treflem Gdańsk. Jeśli nic się w Rzeszowie nie poprawi, a obecnie zwyczajnie trudno na to liczyć, miejsce w 8-zespołowych play-offach odpłynie… w siną dal!

Zobacz także:  CIES Football Observatory: straty i zyski klubów w dwóch ostatnich okienkach transferowych

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1138 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.