Hubert Hurkacz przeszedł do historii. To może być wyjątkowy sezon

Foto: Pixabay

Około pół roku temu cała tenisowa Polska żyła tym, co Iga Świątek zrobiła w Paryżu podczas Rolanda Garrosa. Dziś nasz zachwyt kieruje się w stronę Huberta Hurkacza. Polak odniósł największy od lat sukces dla polskiego męskiego tenisa, wygrywając turniej ATP Masters 1000 w Miami.

Niełatwa droga i długie mecze

Polak udowodnił, że należy do światowej czołówki. Urodzony we Wrocławiu 24-latek drogę do finału turnieju jednego z najbardziej prestiżowych cyklów w ramach ATP miał bardzo trudną. W pierwszej rundzie wygrał z Denisem Kudlą 7:6 (7:5), 6:4, później również w dwóch setach odprawił Denisa Shapovalova – 6:3, 7:6 (8:6). Jak widać, mecze Hurkacza do najłatwiejszych i najkrótszych nie należały, a gdy w czwartej rundzie i ćwierćfinale przyszły trzysetowe boje – z Denisem Shapovalovem i Stefanosem Tsitsipasem, nasz zawodnik za każdym razem odwracał losy meczów ze stanu 0:1. Z takimi rywalami to wielka sztuka. Na tym tle łatwiejsze decydujące mecze turnieju z Andriejem Rubliowem (6:3, 6:4) i Jannikiem Sinnerem (7:6 (7:4), 6:4) wyglądają na „kontrolowane” przez Polaka.

Droga to jedno, a drugie to wymiar tego, co zrobił Hurkacz przez ostatnie 1,5 tygodnia. Zacznijmy od tego, że wygrywając w Miami znalazł się on w gronie wybitnych postaci. Od 2009 do 2019 roku po triumf w tej imprezie sięgali Novak Djoković (pięć razy), Roger Federer i Andy Murray (po dwa razy), John Isner i Andy Roddick ( po jednym razie). Znalezienie się w gronie takich sław może zwiastować, że teraz „Hubi” jeszcze bardziej uwierzy w siebie, a jego forma pójdzie do góry.

Zobacz także:  Anglia i Dania gotowe na Euro. Dla UEFA najważniejszy jest udział kibiców

Miłość do Florydy

W poniedziałek tradycyjnie ogłoszono aktualne rankingi ATP i WTA. Mamy w nich do czynienia z sytuacją bardzo pomyślną, ale też niecodzienną. Hurkacz po zwycięstwie w Miami awansował na pozycję 16-tej rakiety świata wśród mężczyzn, podczas gdy to samo miejsce u kobiet zajmuje Iga Świątek. I w jednym i w drugim przypadku perspektywy na przyszłość są ogromne.  Dla Hurkacza ten turniej to może być wielki przełom w karierze. Faktem jednak jest, że na Florydzie, gdzie rozgrywany był ten turnieju, czuje się on lepiej, niż gdziekolwiek indziej na świecie. W styczniu – tuż przed Australian Open – wygrywał tam turniej w Delray Beach, teraz dołożył Miami.

„Jakiś czas temu spędziłem tu prawie pół roku. Trenowałem tutaj w najgorętszą pogodę wiosną i latem, więc myślę, że bardzo pomogło mi to teraz grając na Florydzie, zwłaszcza w tych dość trudnych warunkach.” – mówił po swoim triumfie Hurkacz, a my możemy typować, że Floryda stanie się jego drugim tenisowym domem, szczególnie że jego trenerem jest… pochodzący stamtąd Craig Boynton – w przeszłości trener Jima Couriera, Mardy’ego Fisha czy Johna Isnera.

Droga do Turynu

Po zwycięstwie w Miami w rankingu ATP Hubert awansował aż o 21 miejsc, ale być może nie ten ranking jest w tej chwili najważniejszy. W „ATP Race”, który grupuje roczne osiągnięcia tenisistów i jest podstawą do wyłonienia 8 najlepszych graczy w kończącym sezon turnieju ATP Finals (w tym roku turniej opuści Londyn i po raz pierwszy odbędzie się w Turynie), Polak zajmuje 5. miejsce ustępując tylko czterem zawodnikom. Dwóch z nich pokonał w Miami – mowa o Andrieju Rubliewie i Stefanosie Tsitsipasie. Na Novaka Djokovicia i Daniła Miedwiediewa pewnie jeszcze przyjdzie czas. Na razie Hurkaczowi należałby się solidny odpoczynek, ale z otoczenia Polaka słychać, że sezon na „mączce” będzie bardzo intensywny i obejmie turnieje w Monte Carlo (początek już 10 kwietnia), a także w Barcelonie i Monachium. Ich zwieńczeniem będzie Roland Garros, który tym razem odbędzie się w dniach od 23 maja do 6 czerwca.

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1654 artykuły
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.