Fakty i tezy po MŚ w biathlonie – żegnamy Anterselvę!

Foto: Flickr

Za nami bardzo ciekawe półtorej tygodnia z biathlonem na światowym poziomie. Mistrzostwa Świata w Anterselvie przyniosły nam wiele emocji – także związanych z Biało-Czerwonymi. Oto punktowy przegląd trzech najważniejszych faktów i tez, które warto postawić po zawodach we Włoszech.

1. Polski szczyt formy

Naturalnie trzeba zacząć od reprezentantów Polski i pochwalić naszych zawodników oraz sztaby szkoleniowe. W Anterselvie wyraźnie widzieliśmy, że większość reprezentantów Polski przygotowała szczyt formy na najważniejsze zawody sezonu. Monika Hojnisz była o krok w biegu indywidualnym (6. miejsce) i biegu ze startu wspólnego (4. miejsce), a to tym ważniejsze że Polce nie wyszły pierwsze starty na MŚ i w kolejnych mogło być różnie. Nieźle zaprezentowali się nasi panowie, przede wszystkim Grzegorz Guzik, który w sprincie zajął 24. miejsce, a w biegu pościgowym był 33. Dla kibica niezorientowanego w polskim męskim biathlonie brzmi to pewnie słabo, ale wiemy, że od kilku lat panowie mocno odstają od światowej czołówki, więc ten występ jest jak najbardziej na plus.

2. Trzeba przygotować młode zawodniczki

W poprzednim punkcie można by wymienić jeszcze żeńską sztafetę, ale to dłuższa historia, więc idzie ona do kolejnego punktu. Polki w tej konkurencji w tym sezonie nie zachwycały – raczej obijały się o drugą dziesiątkę i nie dawały nam za wiele emocji, ale… warto było czekać na taki start jak w sobotę. Po trzech zmianach sobotniej rywalizacji, kiedy to start za sobą miały Kinga Zbylut, Monika Hojnisz-Staręga i Kamila Żuk można było przecierać oczy ze zdumienia, bo nasza reprezentacja prowadziła z przewagą około 40 sekund nad Niemkami. Niestety, medalem się nie skończyło, bo na ostatniej zmianie nasza najbardziej doświadczona Magdalena Gwizdoń nie miała zbyt wielu szans z dużo lepszymi i szybszymi od siebie biegaczkami. Skończyło się na 7. miejscu – i tak wspaniałym, takim, które przed startem bralibyśmy w ciemno i jeszcze za nie dziękowali, a tak… pojawił się niedosyt.

Zobacz także: PŚ w Rasnovie: dominacja Geigera i Krafta, Polacy tym razem poza podium

Ten start pokazał nam jednak, że ta młoda (poza Gwizdoń) ekipa może jeszcze wiele zdziałać na światowych trasach biathlonowych. Jest jeden warunek. Trzeba przygotować do rywalizacji na najwyższym poziomie jedną z młodszych zawodniczek. Zaplecze już widzimy – Joanna Jakieła, Daria Gembicka, czy Anna Nędza-Kubiniec to młode zawodniczki, które dobrze spisują się na niższych szczeblach rywalizacji, ale można mieć nadzieję, że już niedługo będą brały na siebie ciężar seniorskiej rywalizacji. Jeśli będą dobrym uzupełnieniem sztafety, jest szansa na regularne medalobranie na najważniejszych imprezach – choćby za dwa lata na IO w Pekinie.

3. Spodziewani multimedaliści

Wśród mężczyzn ten sezon przebiegał pod dyktando Johannesa Boe. W Anterselvie co prawda pierwsze złoto indywidualne Norweg zdobył dopiero w niedzielę w biegu masowym, ale wcześniej krążek z najcenniejszego kruszcu zgarniał w sztafecie mieszanej i pojedynczej sztafecie mieszanej, a także srebra w biegu pościgowym i biegu indywidualnym oraz sztafecie mężczyzn.

U kobiet zdecydowanie największą gwiazdą mistrzostw została Dorothea Wierer. Włoszka zasłynęła m.in. w mediach społecznościowych, gdy jedno z jej strzelań podczas sztafety kobiet obiegło cały świat. Było tak szybkie, że mogło zrobić wrażenie nawet na kibicach, którzy na co dzień biathlonem się nie interesują. Reprezentantka Półwyspu Apenińskiego największą furorę zrobiła jednak zdobyczą medalową. Zdobywała złota w biegu pościgowym i biegu indywidualnym, a także srebra w sztafecie mieszanej i biegu masowym.

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1187 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.