Ekstraklasa: porażka Legii Warszawa, kapitalny mecz w Lubinie

Foto: Pixnio

8 bramek wpadło w sobotnim spotkaniu PKO BP Ekstraklasy, w którym Zagłębie Lubin zremisowało z Lechią Gdańsk. Zaskakujące potknięcie zaliczyła w niedzielę Legia Warszawa, która przez prawie cały mecz grała w „10-tkę” i uległa Piastowi Gliwice. Warszawianie nadal są jednak zdecydowanym liderem.

Górnik Zabrze – Cracovia 3:2 (1:1)

Doprawdy trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze kilka kolejek temu Cracovia miała tyle samo punktów, co Legia i wydawało się, że może realnie zagrozić stołecznemu klubowi. W piątek przegrała z Górnikiem i jej strata wzrosła po tej serii gier do 12 oczek. Goście co prawda błyskawicznie objęli prowadzenie po świetnym dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka i golu Rafaela Lopesa, potem przeważali, ale Górnik zdobył wyrównującą bramkę, gdy ładną zespołową kontrę wykończył Jesus Jimenez. W drugiej połowie to też gospodarze otworzyli wynik, a zrobił to bardzo mocnym strzałem zza pola karnego Erik Jirka, nie dając najmniejszych szans Michalowi Peskoviciowi. Goście zebrali się jeszcze na chwilę, gdy do remisu strzałem głową doprowadził Michał Helik. „Piłkę meczową” wykorzystał debiutant w zespole Marcina Brosza – Grek Stavros Vasilantonopoulos, który przez cały mecz miał problem z krwią sączącą się z nosa, ale warto było przy nim pracować, bo to on pięknym strzałem na długi słupek zapewnił gospodarzom bardzo cenne trzy punkty. Nieźle wygląda Górnik w 2020 roku… Na pewno lepiej od Cracovii…

Bramki:

25’ Jesus Jimenez, 56’ Erik Jirka, 71’ Stavros Vasilantonopoulos – 5’ Rafael Lopes, 68’ Michał Helik

Żółte kartki:

37’ Roman Prochazka, 40’ Przemysław Wiśniewski, 63’ Georgios Giakoumakis, 78’ Alassane Manneh, 80’ Michał Koj – 12’ Thiago, 37’ Milan Dimun, 52’ Kamil Pestka

Górnik: Martin Chudy – Stavros Vasilantonopoulos, Przemysław Wiśniewski, Paweł Bochniewicz, Erik Janża – Erik Jirka (56’ Georgios Giakoumakis), Roman Prochazka, Alassane Manneh (78’ Szymon Matuszek), Jesus Jimenez – Łukasz Wolsztyński (33’ Michał Koj), Igor Angulo

Cracovia: Michal Pesković – Diego, Michał Helik, Oleksiy Dytyatev, Kamil Pestka – Thiago (77’ Pelle van Amersfoort), Milan Dimun, Sergiu Hanca, Ivan Fiolic (21’ Michał Rakoczy (77’ Sebastian Strózik)), Mateusz Wdowiak – Rafael Lopes

Arka Gdynia – Wisła Płock 1:2 (0:1)

Trochę to wygląda tak, jakbyśmy znali już spadkowiczów, choć do końca sezonu droga jeszcze daleka i nikogo nie można skreślać. Korona, ŁKS i Arka wyrastają jednak na faworytów. W sobotę ten ostatni zespół przegrał u siebie z Wisłą Płock. Goście objęli prowadzenie po 18. minutach, gdy w asyście obrońców przed Pavelsem Steinborsem znalazł się Torgil Gjertsen, jednak nic sobie nie zrobił z obecności rywali i precyzyjnym strzałem pokonał Łotysza. Przed przerwą gole już nie padły, za to z boiska za brutalny faul na Dominiku Furmanie wyleciał Adam Deja. To ułatwiło „Nafciarzom” sprawę. Na 2:0, mimo przewagi Arki na początku drugiej części gry, Wisła podwyższyła po ponad kwadransie – dwójkowe rozegranie rzutu rożnego, precyzyjne dośrodkowanie Mateusza Szwocha, a kolejnego gola głową w tym sezonie zdobywa Alan Uryga. Gospodarzom sił starczyło na złapanie kontaktu, ale stało się to w doliczonym czasie gry po golu z rzutu wolnego Marko Vejinovicia. Trzy punkty jadą na Mazowsze, Arka coraz dalej od bezpiecznej strefy.

Bramki:

90+7’ Marko Vejinović – 17’ Torgil Gjertsen, 62’ Alan Uryga

Żółte kartki:

34’ Damian Zbozień, 68’ Michał Nalepa – 15’ Mateusz Szwoch, 43’ Damian Rasak, 51’ Torgil Gjertsen

Czerwone kartki:

41’ Adam Deja

Arka: Pavels Steinbors – Adam Marciniak, Luka Marić, Christian Maghoma, Damian Zbozień – Adam Deja, Maciej Jankowski (76’ Davit Skhirtladze), Marko Vejinović, Michał Nalepa (71’ Adam Danch), Mateusz Młyński – Rafał Siemaszko (55’ Nemanja Mihajlović)

Wisła: Thomas Dahne – Damian Michalski, Michał Marcjanik, Alan Uryga, Angel Garcia – Giorgi Merebashvili, Mateusz Szwoch (89’ Jarosław Fojut), Damian Rasak, Dominik Furman, Torgil Gjertsen (71’ Suad Sahiti) – Cilian Sheridan (76’ Grzegorz Kuświk)

Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 4:4 (2:3)

Osiem goli w meczu PKO BP Ekstraklasy? Rzadki przypadek, ale było to zdecydowanie najlepsze widowisko w 2020 roku. Po dynamicznym rozpoczęciu wynik otworzyła Lechia, gdy po rzucie wolnym w polu karnym znalazł się Thiago i mimo panującego tłumu otworzył wynik ładnym strzałem. Wyrównał tuż przed upływem 20 minut Sasa Balić, wykorzystując ładne dośrodkowanie Timura Baskhirowa. Jeszcze przed przerwą padły trzy gole: dwa dla Lechii – autorstwa Łukasza Zwolińskiego (z rzutu karnego) i Jaroslava Mihalika oraz jeden dla gospodarzy – tu również rzut karny wykorzystał Filip Starzyński. Lechia podwyższyła na 4:2 już w drugiej połowie i to grając tę samą akcję, co przed przerwą – asystował Conrado, a gola po strzale na długi słupek z prawej strony pola karnego zdobył Mihalik. Wydawało się, że „Miedziowi” są w trudnej sytuacji, ale niespodziewanie wrócili z dalekiej podróży za sprawą trafień Filipa Starzyńskiego i Bartosza Białka. Napiszemy jedno – gdyby tak wyglądał chociaż jeden mecz w każdej kolejce naszej ligi, byłaby ona jedną z najprzyjemniejszych do oglądania. Wielkie brawa dla Zagłębia i Lechii za fantastyczne widowisko!

Bramki:

17’ Sasa Balić, 41’ 59’ Filip Starzyński (pierwsza bramka z rzutu karnego), 90’ Bartosz Białek – 5’ Conrado, 25’ Łukasz Zwoliński, 42’ 55’ Jaroslav Mihalik

Żółte kartki:

24’ Lubomir Guldan, 73’ Sasa Zivec, 76’ Dominik Jończy, 90’ Jakub Tosik – 30’ Kristers Tobers, 40’ Tomasz Makowski, 90+3’ Łukasz Zwoliński(8

Zagłębie: Dominik Hładun – Jakub Czerwiński, Dominik Jończy (89’ Jakub Tosik), Lubomir Guldan, Sasa Balić – Jewgienij Baskhirov, Sasa Zivec (89’ Patryk Szysz), Filip Starzyński, Dejan Drazić, Damjan Bohar – Bartosz Białek

Lechia: Dusan Kuciak – Rafał Kobryń, Michał Nalepa, Mario Maloca, Rafał Pietrzak – Kristers Tobers (46’ Jarosław Kubicki), Jaroslav Mihalik (77’ Omran Haydary), Patryk Lipski, Tomasz Makowski – Conrado (84’ Kenny Saief), Łukasz Zwoliński

Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)

Drugie z rzędu zwycięstwo Jagiellonii to już znak, że w Białymstoku może być lepiej, niż na początku 2020 roku. Po dwóch pierwszych bramkostrzelnych sobotnich meczach, tu padła tylko jedna bramka, która wszystko rozstrzygnęła. I to nie z akcji, tylko z rzutu karnego. Mark Tamas najpierw faulował w polu karnym gości Przemysława Mystkowskiego, a potem dogodną okazję na gola zamienił Martin Pospisil, którego strzał zupełnie zaskoczył Matusa Putnocky’ego. Poza tą sytuacją w tym meczu nie działo się zbyt wiele ciekawego. Nie było zawrotnego tempa, mrożących krew w żyłach akcji i tego typu historii. Dla gospodarzy najważniejszy jest jednak fakt zwycięstwa.

Zobacz także:  EURO 2020 zagrożone koronawirusem! Możliwe odwołanie turnieju lub przełożenie na przyszły rok

Bramki:

56’ Martin Pospisili (rzut karny)

Żółte kartki:

66’ Ariel Borysiuk, 70’ Przemysław Mystkowski, 90+1’ Taras Romanczuk – 54’ Mark Tamas

Jagiellonia: Damian Węglarz – Andrej Kadlec, Ivan Runje, Bogdan Tiru, Zoran Arsenić – Ariel Borysiuk, Taras Romanczuk, Maciej Makuszewski (67’ Tomas Prikryl), Martin Pospisil, Przemysław Mystkowski (81’ Bartłomiej Wdowik)– Jakov Puljić (77’ Jesus Imaz)

Śląsk: Matus Putnocky – Lubambo Musonda, Israel Puerto (46’ Israel Puerto), Mark Tamas, Guillermo Cotugno – Jakub Łabojko, Krzysztof Mączyński, Robert Pich (77’ Filip Raicević), Michał Chrapek (50’ Filip Marković), Przemysław Płacheta – Erik Exposito

Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin 0:0 (0:0)

Dwie drużyny o bardzo różnym obliczu. Raków w meczu z Pogonią Szczecin stał się drużyną, która obecnie utrzymuje najdłuższą serię minut bez straty bramki – 270 minut. Pogoń z kolei jest jedną z najgorzej grających ekip naszej ligi. To wszystko zsumowało się tym, że po dwóch zwycięstwach z rzędu gospodarze zostali zatrzymani. W pierwszej połowie zdecydowanie przeważał Raków i gdyby nie kilka interwencji Dante Stipicy, gospodarze meczu w Bełchatowie mogli otworzyć wynik. W drugiej części gry działo się dużo mniej, nie było sytuacji, a żadna ze stron nie zyskała optycznej przewagi. Po bramkostrzelnej sobocie, niedziela zaczęła się od słabego widowiska.

Żółte kartki:

27’ Daniel Mikołajewski – 58’ Srdjan Spiridonović, 90+1’ Marcin Listkowski

Raków: Jakub Szumski – Daniel Mikołajewski, Tomas Petrasek, Jarosław Jach – Fran Tudor, Igor Sapała, Petr Schwarz, Marko Poletanović (60’ Felicio Brown Forbes), Daniel Bartl (83’ Piotr Malinowski) – Miłosz Szczepański (77’ David Tijanić), Sebastian Musiolik

Pogoń: Dante Stipica – Jakub Bartkowski, Igor Łasicki, Mariusz Malec, Hubert Matynia – Damian Dąbrowski, Zvonimir Kozulj (79’ Tomas Podstawski), Sebastian Kowalczyk, Marcin Listkowski, Srdjan Spiridonović (67’ Marcel Wędrychowski) – Paweł Cibicki (89’ Michalis Manias)

Wisła Kraków – Lech Poznań 1:1 (1:1)

Niegdyś mecz Wisły Kraków z Lechem Poznań byłby wielkim widowiskiem i starciem o czołowe rejony tabeli. Dziś jedni i drudzy specjalnie nie nawiązują do tamtych czasów, ale marki nadal przyciągają do takiego meczu. Na Reymonta w Krakowie kibice obejrzeli bramkowy remis, choć dużo lepiej zaczęła Wisła, która tuż po rozpoczęciu meczu otworzyła wynik. Z akcji przypadkowych kontaktów z piłką Michała Maka i Macieja Sadloka, ta trafiła do Vukana Savicevicia, który stojąc sam przed bramką pokonał golkipera rywali. Lech wyrównał jeszcze przed przerwą, gdy po dośrodkowaniu Volodymyra Kostevycha z lewej strony w odpowiednim miejscu znalazł się Christian Gytkjaer i lekkim trąceniem czubkiem buta skierował piłkę nie do obrony dla Michała Buchalika. W drugiej części gry dogodniejsze akcje miał Lech, piłki meczowej w 73. minucie nie wykorzystał Kamil Jóźwiak, będąc sam na sam z Buchalikiem. Podział punktów w Krakowie – trudno powiedzieć, kogo satysfakcjonuje bardziej, choć z racji tego, że Wisła nadal jest w gazie, można przewidywać, że będzie zaliczać w tabeli tylko awans.

Bramki:

6’ Vukan Savicević – 39’ Christian Gytkjaer

Żółte kartki:

37’ Lukas Klemenz, 52’ Vullnet Basha – 48’ Dani Ramirez

Wisła: Michał Buchalik – Maciej Sadlok, Rafał Janicki, Hebert, Lukas Klemenz (61’ Łukasz Burliga) – Vullnet Basha, Gieorgij Żukow, Michał Mak, Vukan Savicević, Kamil Wojtkowski (87’ Nikola Kuveljić) – Lubomir Tupta (51’ Aleksander Buksa)

Lech: Mickey van der Hart – Bohdan Butko, Lubomir Satka, Djordje Crnomarković, Volodymyr Kostevych – Jakub Moder, Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Puchacz (75’ Michał Skóraś), Dani Ramirez (59’ Filip Marchwiński) – Christian Gytkjaer

Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2 (1:1)

Pierwsza porażka Legii w 2020 roku i to odniesiona u siebie w starciu z mistrzem Polski – Piastem Gliwice. Zaczęło się bardzo źle dla Legii, bo 10 minut tego meczu rozegrał Jose Kante, który po brutalnym faulu na Sebastianie Milewskim został wyrzucony z boiska.  Tylko trzy minuty wystarczyły jednak gospodarzom, by nic sobie nie zrobić z osłabienia i zdobyć gola. Po piąstkowaniu Frantiska Placha piłka wróciła w pole karne pod nogi Domagoja Antolicia, a ten obrócił się z obrońcą na plecach i uderzył bez szans dla bramkarza rywali. Piast był bezbarwny aż do 32. minuty, gdy wyrównał stan meczu. Dośrodkowywał z rzutu rożnego Tom Hateley, a gola głową zdobył niezawodny Jorge Felix. Po przerwie tylko siedem minut wystarczyło gościom, by objąć prowadzenie po raz pierwszy w tym meczu. Indywidualnym wypadem w pole karne popisał się Gerard Badia i huknął po długim słupku, nie do obrony dla Radosława Majeckiego. Po tym golu sensacja wisiała w powietrzu i tak też zostało do końca. Piast odniósł niespodziewanie trzecie z rzędu zwycięstwo nad Legią Warszawa, która nie wykorzystała szansy powiększenia przewagi nad Cracovią i Śląskiem Wrocław.

Bramki:

12’ Domagoj Antolić – 35’ Jorge Felix, 52’ Gerard Badia

Żółte kartki:

41’ Valerian Gvilia, 81’ Paweł Wszołek – 84’ Mikkel Kirkeskov, 85’ Patryk Sokołowski

Czerwone kartki:

10’ Jose Kante

Legia: Radosław Majecki – Marko Vesović (90’ Arvydas Novikovas), Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Michał Karbownik – Andre Martins, Domagoj Antolić – Valerian Gvilia (57’ Mateusz Cholewiak), Luquinhas (80’ Maciej Rosołek), Paweł Wszołek – Jose Kante

Piast: Frantisek Plach – Martin Konczkowski, Jakub Czerwiński, Uros Korun, Mikkel Kirkeskov – Sebastian Milewski, Tom Hateley, Patryk Sokołowski (88’ Kristopher Vida), Gerard Badia (75’ Patryk Tuszyński) – Jorge Felix, Piotr Parzyszek (81’ Tomas Huk)

Korona Kielce – ŁKS Łódź 1:0 (0:0)

Jedną nogą w Fortunie I Lidze jest już ŁKS Łódź. W poniedziałek na zakończenie 26. kolejki zespół grał niezwykle ważny mecz ze znajdującą się „blisko” w tabeli Koroną Kielce, więc ewentualne zwycięstwo jeszcze mogłoby natchnąć gości do lepszej gry i zbierania punktów. W tym jednak wypadku, nic z tego może nie być. Gospodarze wykonali zadanie i pod wodzą „nowego” trenera Macieja Bartoszka wywalczyła cenne trzy punkty, które zapewnił tylko jeden gol. Nie padł on jednak w pierwszej połowie, która była blada, nieciekawa, z ledwie jednym celnym strzałem. Decydującego o losach meczu gola z rzutu karnego podyktowanego za faul Angela Morosa Garcii zdobył Adnan Kovacević. Po golu mecz trochę się otworzył – jedni próbowali zmienić wynik atakiem pozycyjnym, drudzy kontrą – nie udało się to nikomu. Korona po tym meczu łapie chwilowy oddech, ale mimo wszystko do komfortowej sytuacji ciągle daleko.

Bramki:

53′ Adnan Kovacević (rzut karny)

Żółte kartki:

68′ Themistoklis Tzimopoulos – 52′ Carlos Moros Garcia

Korona: Marek Kozioł – Mateusz Spychała, Adnan Kovacević, Themistoklis Tzimopoulos, Grzegorz Szymusik – Jakub Żubrowski, Ognjen Gnjatić, Matej Pucko, Milan Radin (73′ Jacek Kiełb), Petteri Forsell (90+1′ Dawid Lisowski) – Bojan Cecarić (31′ Rodrigo Zalazar)

ŁKS: Arkadiusz Malarz – Artur Bogusz, Carlos Moros Garcia, Damian Dąbrowski, Tadej Vidmajer – Dragoljub Srnić, Michał Trąbka (79′ Samu Corral), Antonio Dominguez (61′ Ruis Pirulo), Ricardo Guima – Artur Ratajczyk, Jakub Wróbel (60′ Łukasz Sekulski)

TABELA

Zobacz także:  F1: Haas wyciągnął wnioski z zeszłego sezonu. Stainer ostrożny w prognozach

Radosław Kępys
O Radosław Kępys 1179 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.