Czy Chelsea weźmie Erlinga Haalanda? Roman Abramowicz znowu może rozbić bank

Erling Haaland
Erling Haaland, Foto: Flickr

W zeszłe lato do Chelsea trafili m.in. Timo Werner i Kai Havertz. Wiele wskazuje na to, że teraz pora na kolejny nabytek z Bundesligi. Mowa o najbardziej gorącym transferowym nazwisku ostatnich miesięcy – Erlingu Haalandzie. Według medialnych doniesień, Norweg jest niemal pewny miejsca w klubie ze Stamford Bridge.

Od wielkiego talentu do najgorętszego nazwiska w Europie

Erling Haaland swoje 21 urodziny obchodził będzie w przyszłą środę. Kto wie, czy wtedy nie będzie już piłkarzem londyńskiej Chelsea. Jak grom z jasnego nieba pojawiła się wczoraj informacja o tym, że Norweg jest bliski przenosin do stolicy Anglii. Piłkarz, który zauważony został trzy lata temu w norweskim Molde, później przeszedł błyskawiczną ścieżkę kariery. Najpierw przez niecałe dwa sezony występował w Red Bull Salzburg, gdzie strzelił ponad 20 goli. Gdy trafił do Borussii Dortmund wielu ekspertów mówiło, że jeśli jest to tak wielki talent, na jaki wygląda, teraz udowodni swoją wartość. I tak też się stało. Norweg zdobył już 59 goli, a potrzebował do tego ledwie niespełna dwa sezony. To wyczyn klasy światowej i nic dziwnego, że stał się on szybko najgorętszym transferowym nazwiskiem Europy.

Były różne pogłoski przed obecnym okienkiem transferowym. Część widziała młodego Norwega w Manchesterze United, inni marzyli o tym, że wybierze hiszpański kierunek i wzmocni FC Barcelonę. Wszystko wskazuje na to, że Haaland wybierze Wyspy Brytyjskie, ale nie zagra dla „Czerwonych Diabłów”, a dla jednego z ich wielkich rywali – Chelsea. Wczorajsze doniesienia nie pozostawiają wątpliwości w stosunku do tego, że transakcja jest coraz bliżej. Klub należący do Romana Abramowicza, w przypadku pozyskania Haalanda, zanotowałby kolejne w ostatnich latach „rozbicie banku”.

Wielkie pieniądze na stole

W obecnym okienku transferowym Chelsea chce pozyskać zawodnika grającego na pozycji numer 9, czyli typowego środkowego napastnika. Haaland wydaje się być faworytem do złożenia podpisu na umowie z „The Blues”. W swoim dortmundzkim kontrakcie piłkarz ma jeden znaczący zapis – klauzula odejścia w wysokości 70 milionów funtów miała zostać aktywowana latem przyszłego roku. Kilka klubów nie chciało jednak czekać i uruchomiło rozmowy z BVB, by klub z Zagłębia Ruhry sprzedał łakomy kąsek już teraz za wyższą cenę. Wśród zainteresowanych miały być oprócz Chelsea – Manchester United i Real Madryt, ale wydaje się, że one stoją na przegranej pozycji.

Zobacz także:  Wielka szansa młodego Polaka. Liverpool zaczął przygotowania

To jednak nie koniec opowieści o wielkiej kasie, bo według angielskiego „Sky” swoje zarobi też agent piłkarski Mino Raiola, który reprezentuje interesy zawodnika. Według informacji dziennikarza Maxa Bielefelda żąda on  tylko dla siebie kwoty 40 milionów euro! Sam piłkarski agent dementuje na Twitterze te informacje, ale jego skłonność do pieniędzy i pazerność w środowisku jest znana. Nie należy się więc dziwić, jeśli te informacje okażą się prawdziwe.

Czy pojawi się przeszkoda?

I w tym całym pewnym obrazie pojawia się rysa. Otóż według informacji tego samego „Sky” o którym mowa powyżej, Chelsea może mieć problem z kupnem Haalanda. To wszystko przez… inny transfer. Początkiem lipca okazało się, że z klubem z Dortmundu żegna się Jadon Sancho, który przeszedł do Manchesteru United. W tej sytuacji Borussia nie chce, by ziścił się czarny scenariusz odejścia dwóch kluczowych piłkarzy zespołu w odstępie kilku tygodni. Stąd mówi się, że kupno Haalanda może być „misją niemożliwą”. Inną kwestią jest fakt chęci wyjazdu Norwega z Niemiec. Wydaje się, że chce on na dobre zaistnieć w wielkiej piłce, ale w barwach zespołu bardziej znaczącego od „Żółto-Czarnych”. Jak to mówią: z niewolnika nie ma pracownika, a gdy Haalandowi nie zezwoli się na transfer, może nie być zadowolony.

W razie niepowodzenia, Chelsea ma przygotowaną alternatywę, a właściwie dwie. Jedną z nich jest Romelu Lukaku. Piłkarz Interu dobrze czuje się w Mediolanie i raczej nie opuści Interu, mimo że od nowego sezonu w barwach „Nerazzurrich” poprowadzi go nowy trener – Simone Inzaghi. Drugą alternatywą może być Harry Kane i tu sprawa wygląda trochę inaczej. Napastnik reprezentacji Anglii, która jest świeżo po zdobyciu tytułu wicemistrza Europy nie chce dłużej występować w Tottenhamie i szuka możliwości odejścia z klubu. Odejście do lokalnego rywala byłoby dużym policzkiem dla fanów „Spurs”, ale wydaje się być całkiem realne.

O Radosław Kępys 1801 artykułów
Sport to moja pasja od najmłodszych lat. Nie ma dla mnie ograniczeń - poza najpopularniejszymi sportami, pasjonuję się też letnimi i zimowymi igrzyskami olimpijskimi i na mniej popularne dyscypliny spoglądam często z tej perspektywy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.