Rynki zagraniczne: Nowe argumenty byków

W zakończonym tygodniu globalne rynki akcji szukały zwyżek niesione na północ optymizmem inwestorów wobec amerykańskiego sektora technologicznego. Najważniejsze indeksy zyskały od 2 do 3,4 procent, z lepszym odchyleniem na północ indeksów amerykańskich, którym pomagały nie tylko szaleńcze czasami wzrosty części spółek, ale też wystąpienie szefa Fed w Jackson Hole, gdzie – jak w przeszłości Ben Bernanke – Jerome Powell ogłosił radykalną zmianę w polityce monetarnej amerykańskiego banku centralnego. W części komentarzy optymizm inwestorów przypisywany jest sygnałom, iż tzw. faza pierwsza porozumienia handlowego pomiędzy Chinami i Pekinem stale ma być aktualna, gdy wcześniej rynki przeceniały się niesione obawami, iż porozumienie handlowe miało być unieważnione przez pandemię. Nie ma jednak wątpliwości, iż dwoma kluczowymi czynnikami były jednak zmiana w polityce Fed i szaleństwo zakupów spółek technologicznych, którego symbolem była zwyżka akcji Salesforce o 26 procent w trakcie jednej sesji.

Zwyżki po 20 i więcej procent wśród spółek technologicznych nie są zaskoczeniem, inwestorzy potrafią reagować optymizmem na jakieś szczątkowe informacje od spółek o małej kapitalizacji i dużym potencjalne. Problem w tym, iż Salesforce jest spółką za chwilę wchodzącą do prestiżowej trzydziestki DJIA, a więc właściwie blue chipem o wielkiej kapitalizacji. Tak dynamiczne wzrosty, właściwie z niczego, świadczą raczej o nastrojach na rynku niż potencjalne spółki, której wejście do DJIA było zapowiadane wcześniej i naprawdę uwzględnione w cenach. Żadna z pozostałych spółek technologicznych o dużej kapitalizacji nie doświadczyła podobnego wzrostu w zakończonym tygodniu, ale kilkuprocentowe zwyżki pojawiły się również na akcjach Apple czy Facebooka, co sygnalizuje nowy atak optymistów w sektorze i pytania o fundamenty wzrostów z niczego. Jak zawsze na rynku trendów nie należy tłumaczyć i z nimi dyskutować – raczej godzić się z nimi – ale trudno nie zadać pytania o formującą się bańkę spekulacyjną na rynku, który podnosi blue chipy o czwartą część w jeden dzień.

Niezależnie od czytelnie formującej się bańki spekulacyjnej w sektorze nowych technologii wydarzeniem, które będzie miało kluczowe znaczenie w średniej perspektywie czasowej jest decyzja Fed o porzuceniu celu inflacyjnego na poziome 2 procent, przyjęcie perspektywy płynnej granicy dopuszczalnej inflacji w okolicach 2 procent i wreszcie podkreślenie przesunięcia uwagi na rynek pracy jako centralny temat, z jakim musi zmierzyć się Fed w kolejnych kwartałach. W praktyce oznacza to nic więcej niż zgodę na wyższą inflację, szybszy wzrost gospodarczy i powstrzymanie się – a nawet kolejne działania luzujące – od zacieśnienia w polityce monetarnej. Z punktu widzenia rynków akcji oznacza to wyższą tolerancję na inflację i brak ryzyka zderzenia się giełd z podwyżkami stóp procentowych tak długo, jak rynek pracy nie wróci do pożądanej kondycji. W przeszłości przesunięcie akcentu w polityce Fed na pełne zatrudnienie oznaczało hossę na rynkach akcji niezależnie od kondycji gospodarki. Zwyczajnie dane dobre stawały się bazą do optymizmu, a dane złe gwarantem luźnej polityki monetarnej i taniego pieniądza płynącego w stronę giełd. Hossa zyskała właśnie nowe powody do trwania.

Adam Stańczak

Analityk DM BOŚ SA

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.