OPINIA ANALITYKA: Żyć nadzieją…

foto: pixabay

Bilans usługowych odczytów PMI, jakie poznaliśmy dzisiaj, jest lepszy od rynkowych szacunków. Podobnie jak w przypadku przemysłu, które to dane poznaliśmy w poniedziałek. Wtedy miało to wpływ na sentyment, dzisiaj już inwestorzy myślą innymi kryteriami, dopatrując się w lepszych informacjach okazji do zajęcia pozycji w oczekiwaniu na kolejne akty „grudniowego dramatu”.

Główne osie są dwie – wątek Trumpa i wątek Chin. Prezydent USA zaczyna być już „grillowany” przez opozycję – dzisiaj Izba Reprezentantów przesłucha kluczowych świadków w procesie impeachmentu prezydenta i najpewniej jeszcze przed Świętami przegłosuje formalne uruchomienie procedury. Na to oczywiście będzie musiał jeszcze zgodzić się Senat i najpewniej to odrzuci – nawet, jeżeli niektórzy republikańscy Senatorowie szczerze nienawidzą Trumpa, to zwycięży polityczna kalkulacja. Nie strzela się do własnej bramki, zwłaszcza, że kapitan zespołu i tak jest już do „odstrzału”. Sam Trump znalazł się w niezbyt komfortowej sytuacji – osłabiony na własnym podwórku wie, że nie może pozwolić sobie na mocniejsze przyciśnięcie Chińczyków do ściany (być może stąd wczorajsza opinia, że wolałby się zająć tą sprawą po reelekcji w listopadzie 2020 r.) i szuka sposobów na poprawę notowań u własnego elektoratu (dociskając Brazylię i Argentynę chce przypodobać się farmerom, a atakując Francję …dużym koncernom technologicznym). Tyle, że w tych działaniach coraz mniej przebija się jakiś plan, a bardziej widać chaos.

Wątek Chin jest kluczowy. Pekin musi reagować stanowczo na działania Waszyngtonu (Hong-Kong, Ujgurowie), ale głównie na potrzeby wizerunkowe u siebie. W tym kontekście ciekawie wygląda plotka wypuszczona przez dziennikarza Bloomberga, jakoby Chiny nadal były zainteresowane porozumieniem handlowym niezależnie od zaostrzenia retoryki w mediach. Tyle, że wiele rozbija się o szczegóły. Jaki ma to być deal? Myślę, że „papierowy” – chodzi głównie o to, aby zamrozić obecne status quo na rok, aby uniknąć kolejnych podwyżek ceł. Teraz to Trump musi rozważyć sobie, czy „jakiś deal” będzie dla jego wizerunku bardziej opłacalny od „dobrego deala”. Jedno jest jednak pewne – szanse na porozumienie w grudniu są nikłe. W tym kontekście kluczowe będzie to, jaka decyzja zapadnie w sprawie podwyżki ceł zaplanowanej na 15 grudnia.

Trump pokazał jednak w ostatnich dniach, że jest nadal nieobliczalny. Stąd też Chińczycy dali do zrozumienia, że są przygotowani na najgorsze, ale i też nie siedzą z założonymi rękoma. W planach są najpewniej cła odwetowe, a także przygotowywana „czarna lista” amerykańskich spółek, jakie szkodzą chińskim interesom. Niepewność, co do tego, kto teraz uderzy pierwszy najpewniej utrzyma się jeszcze przez kilka dni i będzie negatywnie ciążyć na globalnym sentymencie.

Czy, zatem warto żyć nadzieją? Myślę, że tym razem lepiej zacząć stąpać po twardym gruncie, niż pozwolić sobie nadmiernie odpłynąć…

 

Sporządził:

Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.