OKIEM ANALITYKA: Plotki, plotki, plotki

foto: pixabay

Do terminu wprowadzenia wyższych ceł na chińskie produkty o wartości 160 mld USD pozostało zaledwie 5 dni. Im bardziej obie strony milczą i wysyłają lakoniczne komunikaty o „dobrych negocjacjach”, tym mniej pewności, czy dojdzie do odroczenia tego terminu, który sam w sobie jest symboliczny. Bo 15 grudnia może się okazać, czy eskalujemy wojny handlowe, czy też zaczynamy je pomału, etapami wygaszać.

Tradycyjnie, kiedy na oficjalnych kanałach dyplomatycznych nie ma konkretów, to przestrzeń tą zapełniają plotki. Nie wiem, ile prawdy jest w tym, co podał dzisiaj Wall Street Journal. Materiał zdaje się opierać o doniesienia, o których pisano już wcześniej – strony są bliskie dopięcia pierwszej fazy umowy handlowej, stąd dla dobra negocjacji lepiej będzie je przełożyć. Tylko, że ta część umowy miała być pierwotnie domknięta w połowie listopada. Pytanie, zatem komu i czy (w ogóle) zależy na tym, aby porozumienie zawrzeć szybko, a na ile przeciągać je w czasie.

Jeżeli wierzyć różnym plotkom, to podobno negocjacje rozbijają się o to, że Chińczycy nie chcą deklarować sztywnych kwot dotyczących importu płodów rolnych z USA, a Amerykanie nie za bardzo chcą zgodzić się na redukcję części naniesionych już ceł, obawiając się, że stracą tym samym element nacisku na Chiny w kontekście przejścia do kolejnych etapów umowy handlowej.  Oba wątki są ważne i aby przełamać impas, to ktoś musi pierwszy pójść na pewną ugodę. Myśląc kategoriami Trumpa, to podjęte ostatnio działania okazały się słuszne, gdyż chińska gospodarka słabnie, a amerykańska wygląda na bardziej odporną na skutki wojny handlowej. Tym samym dalsze dociskanie Pekinu może sprawić, że być może uda się ugrać więcej… W roku wyborczym może być to dość mocny argument dla części wyborców.

 

Sporządził:

Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.