Najgorsze upały w Kielcach, Krakowie i Warszawie

foto: pexels

Ledwie zaczęło się lato, a w niektórych miastach wojewódzkich mieliśmy już nawet ponad 10 dni upalnych. Jesteśmy na dobrej drodze do pokonania rekordu z 2015 roku. Ostatnio dni upalne i noce tropikalne pojawiły się nawet w Zakopanem.

W ostatnich dniach z najgorszymi upałami mierzą się mieszkańcy Kielc, Krakowa i Warszawy. Do 14 lipca 2021 roku dni upalnych było tam aż 11. To znaczy, że termometry wskazywały co najmniej 30 kresek. Co prawda mieszkańcy tych miast są już wprawieni w walce z wysoką temperaturą, ale przecież jesteśmy dopiero na początku sezonu letniego. W rekordowych latach (2006 i 2015) upalnych dni było od 20 do 30. Jesteśmy więc na dobrej drodze do tego rekordu.

Oczywiście z upałami mierzą się też mieszkańcy wielu innych miast. Tam sytuacja jest często niewiele lepsza niż w Warszawie, Krakowie czy Kielcach. Na przykład już 10 dni upalnych nawiedziło Białystok, Katowice, Łódź, Poznań, Toruń czy Wrocław. Po 9 takich dni mieliśmy też w Gorzowie Wielkopolskim, Lublinie, Olsztynie, Opolu czy Rzeszowie.

Wysokość i morze chronią przed skwarem

 

Zdecydowanie łagodząco na upały wpływa bliskość morza – mieszkańcy Gdańska czy Szczecina mają trochę chłodniej w porównaniu do miast w głębi kraju. Na końcu zestawienia znajdziemy Zakopane, które co prawda nie jest miastem wojewódzkim, ale pomimo zdecydowanie chłodniejszych warunków i tam było już w tym roku raz upalnie. Wbrew pozorom jest to rzadka sytuacja. Przez 60 lat mieszkańcy Zakopanego mierzyli się z upałami tylko przez 29 dni.

Jajecznica na bruku? Proszę bardzo

 

Okazuje się, że z połączenia dni upalnych i zastępowania zieleni betonem, powstają zjawiska, które na pierwszy rzut oka wydawać by się mogły niemożliwe. Niedawno głośny był przypadek pewnego 19-latka, który w Krzeszowicach przygotował sobie posiłek korzystając z promieni słonecznych i ciepła oddawanego przez gorący beton. Z pomocą patelni przygotował on sobie jajecznicę. Co prawda zajęło mu to 80 minut, ale się udało. Być może przykład ten jest zabawny, ale doskonale pokazuje problem polskich miast, w których ograniczanie terenów zielonych może być szczególnie uciążliwie podczas gorących dni. A tych jest coraz więcej.

Coraz częściej ciepło nie znika nocą

 

Problem upałów jest tym bardziej palący, gdy nie znika po zachodzie słońca. Zjawisko to nazywa się nocą tropikalną. Mamy z nią do czynienia, kiedy temperatura powietrza po zachodzie słońca nie spada poniżej 20°C.

W bieżącym roku najczęściej z takim zjawiskiem mierzyli się mieszkańcy Gorzowa Wielkopolskiego, Torunia, Poznania oraz Warszawy. W sezonie letnim 2021 pojawiły się tam już 3 takie noce. Dalej plasują się Olsztyn, Zielona Góra, Łódź, Białystok – po 2 noce tropikalne oraz Katowice, Szczecin, Kraków – po 1 nocy. Znowu może dziwić obecność Zakopanego w tym zestawieniu – w mieście tym przez ostatnich 60 lat noc tropikalna wystąpiła jedynie 5 razy, a w bieżącym sezonie zjawisko to nawiedziło stolicę Tatr już dwa razy

Centrum rozgrzane do czerwoności

 

A jak sytuacja wygląda w całym kraju? Okazuje się, że problem nie dotyczy jedynie większych miast wojewódzkich – choć oczywiście ich mieszkańcy mają statystycznie najgorzej. Z upałami w największym stopniu, póki co mierzą się mieszkańcy Polski centralnej (mazowieckie, łódzkie, świętokrzyskie), ale i południowej (małopolskie, śląskie). Trochę lżej mają mieszkańcy Podlasia, Lubelszczyzny czy Podkarpacia. Póki co z ulgą odetchnąć mogą natomiast mieszkańcy terenów nadmorskich czy górskich.

Przeszłość i przyszłość

 

Upały to oczywiście zjawisko znane, z którymi Polacy mierzą się od wielu lat. Jednak warto zauważyć, że od lat 90-tych jest coraz gorzej. Jak podają naukowcy przykładowo w okresie od roku 1951 do 1990 średnio w całym kraju (83 punkty pomiarowe) mieliśmy 4 dni upalne w ciągu roku. Prawie 20 lat później – 2009 do 2018 liczba dni upalnych zwiększyła się z 4 do 10 rocznie! W roku 2021 póki co mieliśmy w naszym kraju średnio 7 takich dni.

A co nas czeka? Jeśli wierzyć prognozom przygotowanym przez IMGW, to do końca wieku czeka nas nawet trzykrotny wzrost liczby dni upalnych względem ostatnich lat. Jest to scenariusz najbardziej pesymistyczny. Dla pokrzepienia serc warto jednak też dodać, że IMGW przygotowało scenariusz optymistyczny, w którym nawet pod koniec wieku co roku będziemy mieli tylko po 2-6 dni upalne więcej niż w ostatnich latach. Niezależnie jednak czy ziścić ma się scenariusz optymistyczny czy pesymistyczny, to czeka nas nie tylko więcej dni upalnych, ale i coraz dłuższe i częstsze fale upałów, a także zwiększona liczba nocy tropikalnych.

Niektórzy się cieszą

 

Coraz bardziej upalne dni niektórych cieszą – pojawiają się głosy o Grecji w Polsce. Niektórzy upały po prostu lubią, ale nie możemy zapominać o niekorzystnym wpływie nadmiernego gorąca na organizm. Przede wszystkim obciąża on termoregulacje człowieka, a duchota osłabia cały organizm. Dla wielu ludzi oznacza to pogorszenie kondycji psychofizycznej i wystąpienie senności, znużenia, opóźnionego czasu reakcji, a także obniżenia efektywności pracy umysłowej. Skwar jest szczególnie uciążliwy dla osób z problemami krążeniowo-oddechowymi. Osoby zdrowe także nie powinny bagatelizować zagrożenia. Każdy może przecież doświadczyć konsekwencji odwodnienia, przegrzania organizmu, czy nawet udaru cieplnego.

Jak przetrwać? Biometeorolodzy radzą by unikać wysiłku fizycznego na otwartym powietrzu, gdy słońce jest już wysoko na niebie. Lepiej planować go na chłodniejsze godziny poranne. Dobrze jest też unikać przebywania na otwartej przestrzeni, a skwar przeczekać w miejscach zacienionych i przewiewnych. Ważny jest także ubiór – tu polecana jest zdecydowanie lekka, przewiewna odzież.

Oskar Sękowski, Bartosz Turek, Zespół Analiz HRE Investments

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.