KDPW daje radę, ale rynku nie ożywi

foto: Peter Heeling

Przedstawiciele największych domów maklerskich pochwalili KDPW za sprawność w rejestrowaniu nowych emisji obligacji w czasie Kongresu Bankowości Korporacyjnej. Recepty na ożywienie rynku nadal brak.

Uczestnicy dyskusji panelowej byli zgodni, co do jednego – emisje obligacji nie powinny być kierowane bezpośrednio do inwestorów indywidualnych, ponieważ nie radzą sobie oni z oceną ryzyka. Tej tezie nikt się nie sprzeciwił, choć przypomniano, że inwestorzy indywidualni odgrywają istotą rolę w rozwoju rynku decydując nawet o 40 proc. obrotów sesyjnych na Catalyst.

Najwięcej uwagi poświęcono obowiązkowi rejestracji wszystkich emisji obligacji i w zgodnej ocenie zarówno przedstawicieli oferujących jak i emitentów, KDPW wbrew obawom części uczestników rynku „nie zapchał” się nowymi emisjami, proces rejestracji przebiega sprawnie i bywa, że kod ISIN jest nadawany już w dniu emisji, co oznacza powstanie obligacji i rozwiewa obawy inwestorów, że przez noc po emisji zostaną oni tylko z roszczeniem o wydanie obligacji. Z drugiej strony, trudno mówić o ożywieniu rynku, skoro gros rejestrowanych emisji to papiery bankowe, spółek bankowych oraz samorządowe, a na typowe obligacje korporacyjne przypadło ok. 10 proc. wartości obligacji zarejestrowanych w III kwartale br.

Przyczyną niedomagania rynku ma być niedokończony proces legislacyjny – o ile pakiet ustaw o wzmocnieniu nadzoru Sejm zdołał uchwalić, o tyle nowelizacja ustawy o ofercie publicznej czeka na ostatnie posiedzenie Sejmu (ma się odbyć po wyborach). A zmiany są istotne, bo obecnie obowiązuje nakładają np. zbyt dużą odpowiedzialność na agentów emisji (w tym odpowiedzialność za emitenta), co sprawia, że domy maklerskie, które mogłyby pełnić taką funkcję, wcale o nią nie zabiegają. Obecni w dyskusji emitenci narzekali na koszty odsetkowe i dodatkowe formalności związane z procesem rejestracji, ale jej koszty były dla nich nieistotne. Problemem jest jednak niedostateczna liczba inwestorów profesjonalnych oraz ich oczekiwania dotyczące zmiennego oprocentowania i relatywnie krótkiego okresu wykupu, co przekłada się później na brak płynności na rynku wtórnym. Jak rozwiązać ten dylemat, niestety nikt nie potrafił powiedzieć.

Reasumując – zwiększenie przejrzystości rynku było krokiem pożądanym i znacząco zmniejszyło możliwości „łowienia w mętnej wodzie”, ale sam proces uzdrowienia rynku nie oznacza jeszcze jego automatycznego rozwoju. Potrzebna jest odbudowa zaufania do rynku, a drogi na skróty nie ma – dopiero wieloletnia praktyka rynkowa może zaufanie przywrówcić i to pod warunkiem, że przypadki podobne do GetBacku nie będą się pojawiały. O ile GetBack jest jednak przede wszystkim problemem inwestorów indywidualnych, to przypadek Zakładów Mięsnych Henryk Kania obnaża bezradność także inwestorów profesjonalnych, którzy choć są w stanie ocenić emisję przez pryzmat kondycji emitenta i warunków rynkowych, nie mogą przewidzieć przypadków transakcji, które – nazwijmy je eufemistycznie – trudno wyjaśnić, a które mogą decydować o wypłacalności emitentów obligacji.

Tymczasem w KDPW zarejestrowano kolejne emisje deweloperów, których oprocentowanie jest dwucyfrowe. Jest to pewną wskazówką dla uczestników rynku – kupony powyżej ustawowych limitów oprocentowania kredytów nie są czymś, czego należy się bać, lecz rzeczywistą wyceną ryzyka kredytowego, którego nie chcą podjąć banki lub konserwatywnie nastawione fundusze inwestycyjne.

Emil Szweda, Obligacje.pl

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*