Jesienią możliwe są przerwy w dostawach do sklepów. Ale towaru raczej nie zabraknie

foto: serwis agencyjny MondayNews™

Centra dystrybucji towarów zabezpieczają się przed lawinowym wzrostem zachorowań wśród swoich pracowników. Wiedzą, że nawet jedno zakażenie może poważnie zdezorganizować pracę. Szybkie znalezienie zastępców stanowi nie lada wyzwanie. Pojawia się więc wizja gorzej zaopatrzonych sklepów. Zdaniem ekspertów, zawsze można skrócić łańcuch dostaw, ale to oznacza dodatkowe koszty. Najbardziej newralgiczne są produkty świeże. Wśród ekspertów nie ma też zgody co do tego, czy firmy powinny informować opinię publiczną o zakażonych. Specjaliści dodają, że Polacy nie muszą obawiać się zmniejszenia dostaw towarów do sklepów. Jednak nie można wykluczyć chwilowych przerw, tak jak to było na Zachodzie Europy.

Wirusowe zagrożenie

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania nt. ewentualnych problemów w handlu w okresie jesiennym. Zwraca się uwagę na sytuację w centrach dystrybucji towarów. W tego typu miejscach nawet jedno zakażenie może wyeliminować znaczną część załogi z powodu kwarantanny. Jak podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, przed wirusem nie ma zasłony. Prędzej czy później ktoś zachoruje. Dlatego istotne jest, żeby ograniczać zagrożenia i nie dopuścić do lawinowego wzrostu zachorowań. A jednym ze stosowanych rozwiązań jest mierzenie temperatury ciała pracownikom.

– Niezbędny jest ścisły nadzór nad stanem zdrowia pracowników. W przypadku jednostkowej kontroli temperatury ciała, nie wiemy, co się dzieje z daną osobą poza miejscem pracy. Ale powstaje coraz więcej urządzeń, które pozwalają na stałe monitorowanie, a wszelkie odchylenia są od razu przesyłane na smartfony. To może ułatwić funkcjonowanie tego typu zakładów pracy – mówi Piotr Piątek z firmy WARMIE, działającej w obszarze MedTech.

Z kolei Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej, zaznacza, że ten problem występuje szerzej, również w zakładach produkcyjnych. Dlatego przedsiębiorcy kalkulują ryzyko i reorganizują pracę. Przede wszystkim załoga jest dzielona na mniejsze grupy, które nie kontaktują się ze sobą. Gdy dojdzie do zakażenia, liczba osób objętych kwarantanną jest znacznie mniejsza. Łatwiej też takie zespoły zastąpić.

– Profilaktyka stała się jednym z kluczowych zadań kierownictwa centrów dystrybucyjnych. Wszystkie takie miejsca zostały wyposażone w płyny dezynfekcyjne oraz środki ochrony osobistej, w tym maseczki czy rękawiczki. Ponadto zostały przeprowadzone szkolenia pracowników z zakresu bezpieczeństwa pracy w obliczu pandemii. Współpraca tego typu centrów z partnerami biznesowymi tj. dostawcami i odbiorcami w zakresie zachowania reżimu sanitarnego ma chronić interesy wszystkich podmiotów łańcucha dostaw – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Natomiast Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu, podkreśla, że firmy wdrożyły procedury prewencyjne. Obejmują one m.in. kierowanie na kwarantannę osób, które miały kontakt z zakażonym. Zwiększono też liczbę kompleksowych dezynfekcji. Wybrane przedsiębiorstwa wprowadziły nawet testy przesiewowe. Jak dodaje Piotr Piątek, każdy pomysł, która wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa, jest dobry. Ale również sami pracownicy muszą wykazać się dużą odpowiedzialnością, choćby przez wczesne zgłaszanie objawów czy informowanie o zetknięciu z kimś zarażonym.

Sposób na kryzys

– Wyłączenie z pracy dużej liczby doświadczonych pracowników może być sporym wyzwaniem dla niektórych firm czy operatorów logistycznych, zwłaszcza mniejszych. Średni i duzi gracze mają z pewnością większą elastyczność działania, np. poprzez korzystanie z pracowników z innych magazynów czy sklepów, przekierowanie aut do innych obiektów, dostaw bezpośrednich do sklepów – stwierdza Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Stali pracownicy będą wysyłani na kwarantannę, konieczne będzie zdezynfekowanie zakładu i wprowadzenie zastępczej załogi. Według dr. Falińskiego, na taki scenariusz firmy raczej nie mogą sobie pozwolić, bo nie mają rezerwowych ekip. Po pierwsze, do tego potrzeba dużo ludzi. Po drugie, oni muszą mieć specyficzne kompetencje do tej, a nie innej firmy. Po trzecie, ci ludzie muszą być zgrani. Zdaniem eksperta, na poziomie sklepu bardzo ważne jest, żeby mieć nie tylko alternatywne kanały odbioru dostawy. Musi być uruchomiony multichannelowy system utrzymania sprzedaży.

– Zawsze można skrócić łańcuch dostaw. W awaryjnym przypadku towar dotrze bezpośrednio od producenta, ale to podnosi koszty i trzeba kupić jego większe ilości. Hipermarkety mogą zdecydować się na ten ruch i mieć większe zapasy produktowe, bo mają odpowiednią infrastrukturę. Ale im mniejsze sklepy, tym większy problem może być z ich zaopatrzeniem – dodaje Andrzej Wojciechowicz.

Z kolei dr Kłosiewicz-Górecka zwraca uwagę na istniejące rozdrobnienie podmiotowe w hurtowym obrocie artykułami konsumpcyjnymi. Ono, w przypadku ewentualnego zmasowanego ataku koronawirusa w centrach dystrybucji, może paradoksalnie okazać się korzystne. Stwarza bowiem, przede wszystkim dla małych niezależnych firm detalicznych, alternatywne źródła zakupu towarów. W przypadku centrów dystrybucji dywersyfikację źródeł zakupu daje tworzenie małych magazynów blisko miast. W takim miejscu mogą być realizowane e-zamówienia konsumentów.

– Bardzo trudno przewidzieć, czego w sklepach może ewentualnie zabraknąć w kryzysowej sytuacji. Najbardziej newralgiczne są produkty świeże, szybko rotujące, dostawy odbywają się często. Może to być problem dla centrów dystrybucyjnych, ale przy produkcji już nie. W przemyśle spożywczym mamy często bardzo rozdrobnioną strukturę. Jeżeli zamkniemy jeden, drugi czy trzeci podmiot mleczarski lub produkujący wędliny, to są jeszcze dziesiątki innych tego typu na rynku. One mogą tę lukę częściowo wypełnić – stwierdza ekspert Komisji Europejskiej.

Powody do obaw

Rodzi się pytanie, czy sieci handlowe powinny informować klientów o zarażeniach w swoich centrach dystrybucji. Zdaniem Piotra Piątka, w pierwszej kolejności należy przekazać wiadomość pracownikom i ich rodzinom. Jeśli zakażenia nie wpływają bezpośrednio na klientów, taka informacja wydaje się zbędna. Może też prowadzić do niepotrzebnej paniki, a w konsekwencji do problemów wizerunkowych. Z kolei jak zaznacza prezes POHiD-u, konsument nie jest bezpośrednim klientem centrum dystrybucji. Dlatego informacja o zakażeniu w takim miejscu nie niesie dla niego wartości dodanej, a może jedynie wywołać niepotrzebny stres. Dużo ważniejsza jest szybka identyfikacja wśród pracowników osób, które miały bliski kontakt z potencjalnie zarażonym.

– Opinia publiczna powinna być informowana o zakażeniach w centrach dystrybucji, których skutkiem może być zakłócenie harmonijnych dostaw towarów do punktów sprzedaży. Chodzi o rzeczową informację. Celem tego powinno być uprzedzenie ewentualnego pojawienia się zakłóceń w dostawach i poinformowanie społeczeństwa o podjętych działaniach. Przekaz powinien eksponować, że jest to sytuacja przejściowa, dotycząca lokalnej społeczności i nie grozi brakiem towarów w szerszym zakresie – stwierdza dr Kłosiewicz-Górecka.

Natomiast Andrzej Wojciechowicz podkreśla, że transparentność biznesu jest pożądana. Takie informacje nie muszą, ale mogą być przekazywane. Wszystko zależy od społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw. Zdaniem eksperta, trzeba się liczyć z tym, że przy ekstremalnie dużej liczbie zakażeń będą chwilowe przerwy w dostawach. Takie zdarzenia miały miejsce w Hiszpanii, we Włoszech i Francji. Jednak to nie powinno mieć znaczącego wpływu na podaż produktową.

– Polacy nie powinni obawiać się zmniejszenia dostaw towarów do sklepów na jesieni. Ciągłość zaopatrzenia pozostanie nieprzerwana. 90% produktów spożywczych sprzedawanych w sieciach handlowych należących do POHiD-u pochodzi od polskich dostawców. Zakładamy, że wytwórcy utrzymają produkcję na dotychczasowym poziomie. Ponadto firmy członkowskie posiadają odpowiednie zaplecza magazynowe i nowoczesne centra dystrybucji. Są też w pełni przygotowane na sytuacje krytyczne, w tym nawet na najbardziej negatywne scenariusze – informuje prezes Juszkiewicz.

Z informacji, które docierają do PIH-u wynika, że jej członkowie są dobrze przygotowani na jesień. Obecnie nie ma ryzyka naruszenia łańcuchów dostaw, co podkreśla Maciej Ptaszyński. I dodaje, że opracowano różne scenariusze. One pozwolą na dostosowanie funkcjonowania centrów dystrybucyjnych do nowych okoliczności, jeżeli np. liczba zakażeń w kraju drastycznie wzrośnie. Z kolei ekspert z WARMIE nie wyobraża sobie trwałych przerw w zaopatrzeniu sklepów. Mogą wystąpić pojedyncze przypadki czasowego ograniczenia niektórych artykułów. Jednak nie sądzi, żeby to miało charakter stały.

– Wybuch, który obejmie w krótkim czasie większość czy wszystkich dostawców, jest bardzo mało prawdopodobny. Ale atak ze strony wirusa może rzeczywiście narobić kłopotów, bo zniszczy wszystkie powiązania funkcjonalne na poziomie transferu, składu czy zarządzania tymi towarami – podsumowuje dr Faliński.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.