Frankowicze powinni walczyć o swoje. Rezygnacja z dochodzenia praw jest zyskiem dla banku

foto: pixabay

W przypadku unieważnienia umowy kredytowej ewentualny obowiązek zwrotu otrzymanego kapitału zależy od treści orzeczenia sądowego. Bank musi zgłosić takie żądanie w procesie dot. samego kredytu lub w odrębnym postępowaniu. Zdarza się, że sądy z urzędu, bez mocnej podstawy prawnej, dokonują rozliczenia pomiędzy stronami. Nie jest to jednak regułą. Trzeba też pamiętać o tym, że po trzech latach od wypłacenia pieniędzy roszczenie się przedawnia. Bankom grożą przez to miliardowe straty. Zależy im na tym, żeby jak najmniej klientów dochodziło swoich praw. Trzeba też dodać, że frankowiczów mogą zniechęcać mylne doniesienia medialne, z których wynika, że kredytodawcy mają sposoby na omijanie niekorzystnych dla nich wyroków.

Bankowe konsekwencje

Unieważnienie umowy kredytowej oznacza, że ona nie obowiązuje i należy ją traktować jako niezawartą. Bank przelał zatem konsumentowi środki bez żadnej podstawy prawnej. Jeżeli kredytodawca postąpił nieuczciwe, stosując niedozwolone postanowienia umowne, to teraz ponosi konsekwencje podjętego ryzyka. Można go porównać do przedsiębiorcy, który świadomie wyprodukował wadliwy towar i mierzy się z roszczeniami klientów.

Oczywiście niektórzy są gotowi zwrócić w całości otrzymaną od banku kwotę, o ile na przestrzeni lat regularnie spłacanego kredytu już tego nie zrobili z nadwyżką. I takich osób nie brakuje w całej Polsce. Jednak w sytuacji, gdy sąd nie orzeka, że należy oddać konkretną sumę, nie trzeba tego robić. Można ewentualnie to uczynić z własnej woli, bo przepisy nie zabraniają takiego działania. Jest to tzw. zobowiązanie naturalne, które istnieje, ale jest pozbawione możliwości przymusowego dochodzenia.

Jeżeli natomiast umowa jest unieważniona, to bank musi zwrócić się do sądu i wyjaśnić, na jakiej podstawie żąda od danej osoby konkretnej kwoty. Powinien też pamiętać o tym, że po trzech latach od wypłacenia pieniędzy żądanie się przedawnia. Jeśli chodzi o tzw. sprawy frankowe, to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że większość roszczeń jest już dawno nieaktualna.

Niektóre sądy orzekają z urzędu, że należy oddać otrzymane od banku pieniądze. Podsumowują saldo i wyliczają kwotę do zwrotu. Orzecznictwo w tym zakresie dopiero się kształtuje i powinno ujednolicić się do końca przyszłego roku. Teraz mamy do czynienia z rozstrzygnięciami w sprawach, które trafiały do sądów w latach 2017-2018.

Warto podkreślić, że nawet w przypadku dokładnie tak samo skonstruowanych umów, zapadają różne wyroki. To znaczy, że jedna może być uznana za nieważną, a inna – nie. W takim przypadku sądy orzekają o istnieniu po stronie kredytobiorcy nadpłaty, którą kredytodawca musi uregulować. Można zauważyć, że banki coraz częściej przegrywają. Grożą im w związku z tym miliardowe straty. Bronią się przed tym na różne sposoby. Każdy zniechęcony klient, który nie pójdzie do sądu, to dla nich czysty zysk.

Błędne informacje

Gdy frankowicze nie muszą nic oddawać bankom, te czasem przedstawiają siebie jako ofiary. Może mieć to na celu np. zniechęcanie klientów do spraw sądowych. Trzeba jednak pamiętać o tym, że konsumenci nie postępowali nieuczciwie. To instytucje finansowe przygotowywały umowy zawierające klauzule abuzywne, czyli niedozwolone, umożliwiające im osiąganie dużych zysków. Często w pierwszej kolejności proponowały kredyty frankowe oraz przedstawiały je jako dużo tańsze niż inne.

Z niektórych doniesień medialnych wynika, że banki zapowiadają walkę o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału przez okres trwania unieważnionej umowy. Pomysł ten może być oparty na art. 359 kodeksu cywilnego, jednak zgodnie z tym przepisem odsetki od sumy pieniężnej należą się tylko wtedy, gdy to wynika z czynności prawnej, ustawy, orzeczenia sądu lub z decyzji innego właściwego organu. W ww. przypadku żadna z tych okoliczności nie zachodzi.

Co więcej, art. 359 § 2 przewiduje, że jeżeli wysokość odszkodowania za zwłokę nie jest w inny sposób określona, należą się odsetki ustawowe w wysokości równej sumie stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego i 3,5 punktów procentowych. Należy także pamiętać, że ewentualne roszczenie tego typu, nawet jeśli byłoby zasadne, ulega przedawnieniu po trzech latach od wypłacenia konkretnej sumy.

W przypadku nieważności umowy wystarczy pamiętać o tym, że tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału nie ma podstaw prawnych. Istnieją przepisy, które regulują kwestie odsetek od kapitału lub bezumownego korzystania z rzeczy, lecz nie mają zastosowania w sytuacji kredytobiorców.

Ponadto w mediach krąży nieprawdziwa informacja o tym, że banki mogą być właścicielami mieszkań. Warto wyjaśnić, że osoba, do której należy lokal, jest wskazana w księdze wieczystej. Hipoteka oznacza, że kredytodawca może zaspokoić swoje żądanie ze środków uzyskanych ze sprzedaży mieszkania oraz ma pierwszeństwo przed innymi wierzycielami. Natomiast przy nieważności umowy nie ma w ogóle roszczenia banku, które by z niej wynikało. W żadnym momencie nie jest on właścicielem mieszkania, zatem nie może domagać się wynagrodzenia za korzystanie z niego.

Realne zagrożenia

Niedawno w przestrzeni publicznej pojawiły się także informacje, z których wynikało, że banki mogą omijać niekorzystne dla nich wyroki. Przede wszystkim należy podkreślić, że żaden podmiot nie ma prawa tego robić. Decyzje sądów należy respektować, a nie unikać odpowiedzialności. Jednak zakładając złą wolę strony przegrywającej, można oczywiście wyobrazić sobie działania, które utrudnią wykonanie wyroku.

Jednym z takich nieczystych zagrań może być brak dobrowolnej wypłaty przez bank zasądzonej kwoty. Wydłuża to czas odzyskania środków i zmusza kredytobiorcę do poniesienia dodatkowych kosztów – wystąpienia do sądu o opatrzenie wyroku klauzulą wykonalności, skierowania sprawy do komornika i poniesienia związanych z tym wydatków. Mogą one wynieść od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

Nie warto jednak mnożyć przykładów nieuczciwych działań, jakie może podjąć strona przegrana. To mogłoby zniechęcać frankowiczów do dochodzenia swoich praw przed sądem, co jest ewidentnie w interesie banków. Natomiast trzeba być przygotowanym na to, że z czasem przegrane instytucje finansowe obciążą swoimi stratami pozostałych klientów i podniosą koszty obsługi.

Trzeba również pamiętać o tym, że niektórzy frankowicze zwrócili kredytodawcom więcej, niż nominalnie dostali. I takie osoby mogą niepokoić się o to, czy odzyskają swoje pieniądze. Przy dużej liczbie przegrywanych spraw i kumulacji obowiązku wypłat, część banków może mieć problem z bieżącą płynnością. Jednak zawsze warto walczyć o swoje prawa.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*