Czy inflacja może opóźnić odnowienie gospodarki po kryzysie?

foto: kghm

Niektóre tematy gospodarcze są zawsze żywe – niezależnie od tego, czy mierzymy się z kryzysem, czy nie. Takim tematem jest inflacja. Tą jednostką mierzy się siłę nabywczą waluty, na podstawie poziomu cen produktów i usług w danym roku. Jeśli ceny rosną, siła nabywcza spada – czyli rośnie inflacja. Mierząc się z kryzysem epidemicznym mierzymy się również z inflacją, która w Polsce utrzymuje się na poziomie 3%. Jej wysokość zależy jednak od kilku czynników. Nie na wszystkie czynniki mamy wpływ. Jednym z nich na pewno jest spadek cen ropy na rynku światowym, który towarzyszy nam od początku epidemii. Dzięki temu inflacja złotego spadła z 4 do 3% i na takim poziomie się utrzymuje. Trzyprocentowa stopa inflacji to nie tak dużo – nie musi być to wcale rzecz zła dla gospodarki, jeśli wypływa z rosnącego popytu. Ekonomiści wskazują jednak, że inflacja w Polsce wcale nie jest spowodowana zdrowym działaniem rynku.

 

– Inflacja nie jest najgorsza dla gospodarki, jeśli wynika z rosnącego popytu. Ruch na rynku jest duży – więc ceny rosną, gdy popyt przekracza podaż. Niestety w naszym przypadku wzrost cen wynika ze wzrostu kosztów, na przykład cen energii. To jest niedobra inflacja – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Taka inflacja nie poprawia nic w gospodarce, a wręcz przeciwnie – obniża realną siłę nabywczą dochodów, co z kolei uderza w konsumpcję, która mogłaby zmniejszyć efekty kryzysu w Polsce. Popyt konsumpcyjny nie decyduje o dynamice gospodarki – ale jest poduszką powietrzną, która może obniżyć czy ograniczyć efekty recesyjne kryzysu. Dlatego warto utrzymać inflację na jak najniższym poziomie – zaleca Orłowski.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.