Blisko połowa Polaków uważa, że zagraniczne firmy powinny płacić u nas wyższe podatki

foto: wikimedia commons

Blisko połowa Polaków uważa, że zagraniczne firmy, prowadzące działalność gospodarczą w Polsce, powinny płacić u nas wyższe podatki niż podmioty mające wyłącznie krajowy kapitał. Ale niemal co trzecia osoba jest przeciwnego zdania. Za zmianami opowiadają się głównie rodacy zarabiający ponad 9 tys. zł netto miesięcznie. Prawie trzech na czterech zwolenników wyższych podatków uważa, że one powinny objąć wszystkie zagraniczne firmy, bez względu na kraj pochodzenia.

Jak wynika z sierpniowego badania, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 44,4% rodaków twierdzi, że zagraniczne firmy, prowadzące działalność gospodarczą w Polsce, powinny płacić u nas wyższe podatki niż przedsiębiorstwa mające wyłącznie krajowy kapitał. 31,1% spośród ponad tysiąca ankietowanych jest przeciwnego zdania. Z kolei 20,2% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie.

– Te wyniki pokazują naszą świadomość, ukształtowaną przez ostatnich 30 lat. Byli tzw. inwestorzy  zagraniczni, którzy nabywali w Polsce firmy, w tym wielkie zakłady pracy, za zaniżone, często symboliczne ceny. Działo się tak dlatego, ponieważ otrzymywali ogromne pakiety przywilejów podatkowych od naszego państwa. Nam przez lata wmawiano, że wszystko „przychodzące z Zachodu” jest lepsze, a krajowe gorsze – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, dobrą informacją jest to, że 1/3 Polaków nie chce gorszego traktowania zagranicznych firm. Z kolei przewaga zwolenników wyższego opodatkowania wynika głównie z dwóch czynników. Po pierwsze, w części mediów pojawia się bardzo negatywny obraz inwestorów. Przedstawia się ich jako tych, którzy nie płacą w ogóle podatków i niszczą polskich konkurentów. Po drugie, były inwestycje opierające się na zwolnieniach podatkowych. Ale głównie działały one w latach 90. XX wieku i na początku tego stulecia.

– Firmy, zwłaszcza międzynarodowe korporacje, otrzymują od kolejnych rządów przywileje. Nawet Ład zwany Polskim gwarantuje im nie tylko niezmienność przepisów przez 5 lat, ale również niskie podatki w przeciwieństwie do polskich przedsiębiorców, którym podwyższa się opodatkowanie. Utrzymano w ten sposób rasizm ekonomiczny istniejący w naszym kraju od dekad. Jeżeli Polska ma być jedną, wielką strefą ekonomiczną, to każda firma, oczywiście w swojej skali, powinna płacić daniny na tych samych zasadach.  Skończyłaby się segregacja ekonomiczna i tym samym dyskryminacja polskich firm – zaznacza Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Natomiast Marek Zuber zwraca uwagę na liczną grupę niezdecydowanych respondentów. Do nich dociera przekaz, że od lipca ub.r. z pandemicznego dołka wyciąga nas eksport. A on oparty jest na przemyśle, w którym olbrzymią rolę odrywają inwestycje zagraniczne. To pomaga gospodarce, ale jednocześnie społeczeństwo słyszy o złych praktykach obcych firm. Ludzie więc wahają się w tej kwestii.

– Zadanie pytania o podniesienie podatków fałszuje rzeczywistość. Jeżeli respondenci mieliby odpowiedzieć, czy na tych samych zasadach polskie i zagraniczne firmy powinny płacić podatki, to nie byłoby takiego niezdecydowania. Robiliśmy takie badania wcześniej. Dla respondentów oczywiste było, że na danym terytorium płacimy na tych samych zasadach – stwierdza Sadowski.

Zwolennikami wyższych podatków dla zagranicznych firm są przede wszystkim osoby osiągające dochody powyżej 9 tys. zł netto miesięcznie – 53,9%. Natomiast na drugim końcu zestawienia widzimy respondentów uzyskujących poniżej 1 tys. zł – 35,1% oraz od 7 do blisko 9 tys. zł na rękę – 37,2%.

– Osoby najwięcej zarabiające mogą mieć często bezpośredni kontakt z inwestorami zagranicznymi lub u nich pracować. Mam na myśli np. finansistów czy prawników. Oni wiedzą, jakie praktyki były kiedyś stosowane w kontekście zwolnień podatkowych. W tej grupie mogą też być menedżerowie i właściciele jednoosobowych działalności gospodarczych, którzy w jakiś sposób konkurują z firmami zagranicznymi. Dlatego chcą im utrudnić ekspansję – przekonuje Marek Zuber.

Z badania wynika też, że za wyższymi podatkami opowiadają się głównie Polacy z miejscowości liczących 50-99 tys. mieszkańców – 49,7%. Dalej są miasta mające 200-499 tys. ludności – 48,5%. Na końcu zestawienia znajdują się respondenci ze wsi i z miejscowości zamieszkiwanych przez maksymalnie 5 tys. osób, a także z miejscowości o liczbie 20-49 tys. mieszkańców – po 40,5%.

– W małych miejscowościach w istocie wyniszczono cały polski handel i wytwórczość również przy pomocy hipermarketów, tworzących wokół siebie ekonomiczną pustynię. Ta dewastacja sprawiła, że stworzono Polskę B, która jest mniej więcej 20 km od Warszawy, żeby nie było wątpliwości. A niekiedy całe województwa są Polską B czy nawet C. Oczywiście w dużej mierze było to również robione rękami władzy tzw. liberalnej. Tak kształtowano ten obraz pseudosukcesu tzw. radykalnej transformacji – podkreśla prof. Modzelewski.

W badaniu zwolennicy wyższych podatków wskazują również, które zagraniczne firmy powinny być nimi objęte. 73,1% ankietowanych uważa, że wszystkie, bez względu na kraj pochodzenia. Natomiast 20,8% stwierdza, że tylko te spoza obszaru UE. Jak zaznacza Marek Zuber, jeśli opowiadamy się za wyższymi podatkami, to wyniki badania są dobrą informacją z punktu widzenia rynkowego. One nie wynikają z niechęci do konkretnego kraju czy danej firmy. Nie ma więc tu np. czynników politycznych. Jest przekonanie, że obcy inwestor ma się bardziej dzielić wygenerowanymi zyskami.

– Moim zdaniem, jest to przykład postawy jak najbardziej racjonalnej. Od trzydziestu lat przywileje prawne i podatkowe dotyczyły głównie podmiotów zagranicznych. Polski konkurent był z definicji gorszy. Część osób to doskonale pamięta. Dlatego respondenci uważają, że podmioty z zewnątrz powinny za okres swoich przywilejów zapłacić teraz wyższymi podatkami – podsumowuje były wiceminister finansów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.